Urodziłem się w Watasze Ognia. Czemu ognia? Nie mam pojęcia, to nie ma
znaczenia. No, ale do rzeczy... W ognistej dolinie rosły piękne kwiaty,
wataha była "złota" w zwierzyny.
Nie ma lepszej watahy!' myślałem tak przed całe dnie, ale czy na pewno
najlepsza? Nie. Moje dzieciństwo wydawało się takie "super świetne", ale
to tylko złudzenie. Rodzice mieli mnie w nosie, jak to się mówi "mają
swoje sprawy". Dorastałem, dorastałem. Aż w wieku 2-óch lat czułem się
odrzucony i nawrzeszczałem na rodziców, chwilę później naskarżyli i
wyleciałem z watahy na zbity pysk.
'*****!' pomyślałem. No, ale dość wspominać.
"W tym czasie"..
Już dużo osób znam w Watasze Srebrzystego Nowiu Księżyca. Poznałem jak dla MNIE najbliższą osobę - Riven.
Pewnego dnia spacerowałem, trochę nudno rozmyślając.
Przyznaję: Trochę tłumię w sobie emocje, ale bez przesady..?
Spacerowałem po małych moczarach. Usłyszałem szelest i odwróciłem się spokojnie.
- Kto tam?
< Ktoś dokończy? ;-; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz