Kiedy wskazała palcem na brązową plamę, poczułem zmieszanie.
~ Nie... ale wiem, że nie da się tego wyleczyć. - Westchnąłem ciężko.
~ Wygląda, jakby się dopiero rozwijało , może uda mi się coś z tym zrobić. ~ Zmarszczyłem czoło.
~ Rozwija? ~ Mruknąłem i odwróciłem się do niej plecami, były całe pokryte tajemniczymi plamami.
Dziewczyna widocznie zaniemówiła.
~ Mam to, sama wiesz po jakich wydarzeniach... W postaci wilka początkowo było jedynie na skórze, ale moja sierść z czasem także zaczęła zmieniać odcień. ~ Zacisnąłem zęby.
~ Coś wymyślę... ~ Na te słowa odwróciłem się z widocznym zdenerwowaniem, na mojej twarzy.
~ Wymyślisz?! Najlepsi lekarze i alchemicy nie potrafili nic z tym zrobić, to niby ty dasz radę?! ~ Wykrzyczałem i zacisnąłem pięści, żałując, że podniosłem głos. ~ Przepraszam... Zwyczajnie jestem szczeniakiem z bogatego domu, rodzice wozili mnie po wszystkich zakątkach świata, nawet Imperium. Przez co moja... ~ Przypominając sobie jej twarz uderzyłem w drzewo robiąc kilkucentymetrową dziurę.
Nienawidziłem opowiadać o swojej przeszłości. Zwróciłem swoje ametystowe oczy ku Caitlyn, nie potrafiłem nic wyczytać z jej twarzy, żadnych emocji. Wyprostowałem się. W żadnym wypadku nie myślałem, że dziewczyna nie podołałaby wyleczeniu mnie. Doceniałem jej zdolności, tym bardziej, że w takiej dziczy uratowała moje życie. Podszedłem do kobiety i położyłem dłonie na jej ramionach.
~ Ta choroba nie objawia się jedynie na skórze, potrafię nagle stać się bardziej agresywny niż zwykle. Nie raz miałem silne napady lęku. ~ Uśmiechnąłem się niemrawo, jednak ten wyraz szybko zszedł z mojej twarzy.
Nie potrafię udawać. Złapałem za wiszący na gałęzi sweter i nałożyłem go na siebie. Brak jakichkolwiek słów ze strony dziewczyny, wywoływał we mnie nieprzyjemne uczucie. Przemieniłem się w wilka i potulnie usiadłem tyłem do Caitlyn, pokazując jej skutki choroby. Ta cisza mnie zabija. W tej formie wyglądało jak zwykłe umaszczenie. Niektórzy wyglądają po wybuchu o wiele gorzej, aż boimy się myśleć, co mogą ukrywać. Wzdrygnąłem się czując dotyk kobiety, na swoich plecach. Był on niezwykle delikatny, mimo to czułem ogromna pustkę, ponieważ do tej pory nie powiedziała ani słowa.
~ Proszę.. powiedz coś. ~ Wyszeptałem okręcając głowę, by dojrzeć ją złotymi oczami.
<Caitlyn? Przepraszam za długość>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 lutego 2017
sobota, 11 lutego 2017
EVENT Od Ruki'ego - "Kryształ"
Jak to się stało, że akurat ja tu jestem? Rozejrzałem się zaspanymi oczami. Prócz mnie kryształu broniło jeszcze dziewięć osobników. Ziewnąłem przeciągle. Zimno było jedyną rzeczą, które chociaż trochę mnie pobudzało. Podróż tutaj zajęła mi dwie długie noce, przez które nie zmrużyłem oka. Było już po północy, a z każdą minutą robiło się coraz chłodniej. Spojrzałem po każdej znajdującej się tu osobie, jedynie niektóre nie drżały z zimna. Jezioro było na tyle wielkie, że każdy z nas stał od siebie około piętnaście metrów. Pierwszą osobą po mojej lewej był wilkołak pomieszany z kotowatym. Łatwo można było to zauważyć, przez długi cętkowany ogon. Był ubrany w ciepłe futro i skórzane spodnie. Owinięte warstwy materiału, wokół stóp miały służyć jako buty, jednak były przesiąknięte wodą, przez co musiało mu być jeszcze zimniej. Pocierał energicznie dłonie, na które co chwilę kierował swój oddech w celu ich rozgrzania. Kiedy mój wzrok skierował się w prawo zobaczyłem kobietę o długich blond włosach, na której plecach znajdowały się ogromne skrzydła. Gryf. Stała do mnie bokiem przez co nie widziałem jej twarzy, jednak była ubrana skromnie. Zbroja i cienkie skórzane buty i rękawiczki, jednak nie drżała z zimna. Kobieta nagle wysunęła ostrożnie miecz z pochwy i podniosła na wysokość oczu. Trzymała go niezgrabnie lewą ręką, ponieważ prawą miała zabandażowaną. Broń miała rękojeść zrobioną z kamienia i była obciążona ołowiem dla zrównoważenia długiego ostrza. Wyrzeźbiono ją na podobieństwo głowy szczerzącego kły wilka z kawałkami granatów osadzonych w oczach. Zastanawiało mnie czemu gryf miał tego typu ostrze. Wyczuwałem dokładnie zapach kobiety, na pewno nie była Wilkołakiem. Kiedy zazgrzytałem zębami przerzuciłem wzrok na kolejną osobę. Tym razem był to wielki brązowy niedźwiedź. Miśki nie powinny teraz spać? Pomyślałem przypominając sobie jak jeszcze kilka godzin temu ten olbrzym nazwał mnie karłem. Miałem ochotę na niego napluć i upiec na rożnie, ale powstrzymał mnie fakt, że dostałem zadanie od samego króla. By nie patrzeć więcej na wielką bestię obróciłem głową i szukałem kolejnej osoby jako celu. Trafiłem teraz na starszego człowieka, rasy Draenei. Jak nie patrzyć mój krewniak. Stary mężczyzna podniósł wzrok i spojrzał w moim kierunku. Na jego czarnym kubraku lśniły złote wagi. Miał na sobie czarno-złoty płaszcz, najprawdopodobniej z satyny. Zadrżałem lekko i wtedy poczułem jak moja skóra z zimna zaczyna piec. Co bym zrobił za kufel ciepłego piwa. Wysiliłem wzrok by dostrzec kolejne osoby, jednak było na tyle ciemno, że samo stwierdzenie jakiej byli rasy, sprawiało kłopot. Może pomijając jednorożca stojącego po drugiej stronie jeziora. Kryształ, który unosił się na wodzie nie był ani duży, ani wspaniały. Nie wiedziałem co kotowaci widzą w tym małym kamyczku. Wyglądał jak zwykły niebieski topaz. Z mojego położenia wyglądał jak kilkunasto centymetrowy kryształ, jednak z bliska mógłby mieć maksymalnie pięćdziesiąt centymetrów. Trafili zwyczajnie na większe złoże, czemu wzięli to od razu jako święty kamień? Zastanowiłem się i rozejrzałem dokładnie. Wszystko na co nie spojrzeć było zasilane kryształami. Nawet lampy, to zwykłe wydobyte większe minerały. Wszyscy mówią, że oni żyją w zgodzie z naturą. Wiele budynków było połączonych z drzewami. Nie widziałem nawet jednego kamienia. Jedyne znajdowały się w ziemi tworząc liczne ścieżki. Do uszu dochodził odgłosy zabawy. Mają czas się bawić, a swojego jakże ważnego kryształu już nie popilnują? Co za bzdury. Zacisnąłem mocno szczęki zirytowany samoistnym szczebiotaniem. Otarłem usta wierzchem dłoni. Ile jeszcze? Czas dłużył się i ciągnął. Z chęcią zmieniłbym się w wilka, jednak nawet w takiej formie, mam krótką sierść, która nic nie pomoże w takim zimnie, może jedynie w okolicy szyi. W pewnym momencie usłyszałem głośny huk. Kiedy spojrzałem w górę dostrzegłem liczne wzory pojawiające się na niebie. Zdziwiony ich pięknem westchnąłem w zadumie. Wybuchające światła malowały twarze różnych kotów, po zobaczeniu kilku z nich zrozumiałem, że przedstawiały każdego ich władcę. Chwila. Zacząłem się rozglądać. Każdy patrzył się na atrakcję, prócz nielicznych, którzy czekali w gotowości. No tak, to jest przecież idealny moment na zaatakowanie klejnotu. Nie chciałem być gorszy i zacząłem bacznie obserwować okolicę. Mimo ogromnego hałasu starałem się usłyszeć nawet najcichszy szmer. Dostrzec nawet najmniejszy ruch. Mój wzrok w pewnym momencie zatrzymał się na miękkim zboczu rozdeptanym przez końskie kopyta. Coś mi tam nie pasowało. Światło, potrzebuję światła. Spojrzałem po bokach, osoby najbliżej mnie były wpatrzone w niebo. Cholera, jeśli ich zawołam zdradzę swoją pozycję. Chociaż skąd mam wiedzieć, czy nie zdają sobie sprawy z tego gdzie jestem. Zacząłem powoli schodzić w dół. Niestety większość stworów z Imperium ma genialny wzrok w ciemnościach. Podirytowany złapałem za kamyk i rzuciłem nim w stronę jednej z kryształowych lamp, która przez uderzenie rozbłysła na kilkanaście metrów. Moim oczom ukazały się liczne kształty przyczajone w trawach. Jedna postać stała zaledwie dwa metry przede mną. Cholera. Nie zdążyłem nawet pomyśleć, gdy moje gardło znalazło się w szczękach wielkiego kota. Ciało leżało bezwładnie za ziemi. Szok był tak silny, że nie mogłem się ruszyć.
~ Mądry pomysł, ale szkoda, że tyle się wahałeś. ~ Warknęła lwica o futrze koloru ametystu puszczając moje gardło.
Ametystu?! Już mi się w głowie poprzewracało przez te wszystkie szlacheckie kamienie!
~ Co to ma znaczyć? ~ Zapytałem wściekle.
~ Zostaliście poddani próbie. ~ Stwierdziła rozglądając się, a mój wzrok ruszył za jej spojrzeniem.
Dookoła widziałem osoby położone na ziemi przez koty.
~ Oblaliście... ~ Mruknęła niezadowolona i ruszyła w swoją stronę.
Zaledwie trzy osoby stały jeszcze na nogach.
~ Cholera! Złaź ze mnie! ~ Spojrzałem gwałtownie w bok, widząc kobietę próbującą wydostać się spod lwiego cielska.
Gryf trzepotał mocno skrzydłami. Ale zwierzę się nie ruszyło, najprawdopodobniej czekało, aż dziewczyna się uspokoi. Poddani próbie? Czemu? Spojrzałem na środek jeziora. Kamień... nie było go tam. Żenujące, nie potrafiłem obronić nawet głupiego kamyka. Prychnąłem pod nosem i wsadziłem dłonie do kieszonek. Koty zrobiły sobie z nas niezłą rozrywkę, zdziwią się jak następnym razem skopię im tyłki. Uśmiechnąłem się szeroko i spojrzałem w ich kierunku łapiąc dłońmi za kaptur wełnianego swetra. Zachciało mi się zrobić parę ciekawych misji. Ruszyłem w swoim kierunku. Zrozumiałem lekcję głupie kocury!
~ Mądry pomysł, ale szkoda, że tyle się wahałeś. ~ Warknęła lwica o futrze koloru ametystu puszczając moje gardło.
Ametystu?! Już mi się w głowie poprzewracało przez te wszystkie szlacheckie kamienie!
~ Co to ma znaczyć? ~ Zapytałem wściekle.
~ Zostaliście poddani próbie. ~ Stwierdziła rozglądając się, a mój wzrok ruszył za jej spojrzeniem.
Dookoła widziałem osoby położone na ziemi przez koty.
~ Oblaliście... ~ Mruknęła niezadowolona i ruszyła w swoją stronę.
Zaledwie trzy osoby stały jeszcze na nogach.
~ Cholera! Złaź ze mnie! ~ Spojrzałem gwałtownie w bok, widząc kobietę próbującą wydostać się spod lwiego cielska.
Gryf trzepotał mocno skrzydłami. Ale zwierzę się nie ruszyło, najprawdopodobniej czekało, aż dziewczyna się uspokoi. Poddani próbie? Czemu? Spojrzałem na środek jeziora. Kamień... nie było go tam. Żenujące, nie potrafiłem obronić nawet głupiego kamyka. Prychnąłem pod nosem i wsadziłem dłonie do kieszonek. Koty zrobiły sobie z nas niezłą rozrywkę, zdziwią się jak następnym razem skopię im tyłki. Uśmiechnąłem się szeroko i spojrzałem w ich kierunku łapiąc dłońmi za kaptur wełnianego swetra. Zachciało mi się zrobić parę ciekawych misji. Ruszyłem w swoim kierunku. Zrozumiałem lekcję głupie kocury!
piątek, 10 lutego 2017
Od Ruki'ego C.D Caitlyn
Trawiła mnie ciężka gorączka wywołująca nieprzyjemne dreszcze. Całe moje ciało drżało, a szczęka zaciskała się z bólu skumulowanego na moim ramieniu. Jedyną ucieczką od tej koszmarnej udręki był sen, który prędko spowił moje powieki z powodu wycieńczenia.
~
Siedziałem na czymś twardym, jednak przyjemnym. Bujałem się do przodu i do tyłu. Kiedy otworzyłem oczy dostrzegłem przed sobą tylko dwa kolory, biel i zieleń. Przed moimi oczami rozpościerało się niebo przecięte zieloną pustynią. Rozglądając się obolałymi oczami zobaczyłem stare i popękane deski. Między nimi były szpary, przez które do środka wdzierały się ziarenka piasku. Dokoła nie było nic, żadnej żywej duszy, nawet rzeczy, która mogłaby rozweselić ponure pomieszczenie. Siedziałem na bujanym fotelu na przeciwko okna. Kolejne znajdywały się z każdej strony świata. Do ciemnego pokoju światło miało dostęp jedynie, przez puste dziury i liczne szpary między deskami. Dom miał wiele lat, jak nie wieków. Sięgał około dwudziestu stóp. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że nie ma tu drzwi. Czując niepokój próbowałem wstać z bujanego fotela, który poruszał się bez żadnej siły naciskowej z mojej strony. Coś mnie zatrzymało. Nie mogłem odczepić rąk, tułowia jak i nóg od drewnianego siedzenia. Zacząłem się szarpać z całej siły wydając z ust głośny krzyk. Moje ruchy były natarczywe, ciało zaczęło krwawić, gdyż skóra zaczynała odchodzić od mięśni. Ogromny ból wywołał silny potok łez. Krzyki nie ustawały, gardło zdzierało się coraz mocniej z każdą chwilą. Wokół mnie, na podłodze był ogromny dywan krwi. A Skóra pozostawała na drewnie, jakby została do niego przyklejona.
Znowu... krzyk... szarpnięcie... krew... łzy... krzyk... cierpienie... pragnienie... krzyk... szarpnięcie... rozpacz... wysiłek... bezsilność.. krzyk... szarpnięcie.. ból... rezygnacja...
Siedziałem w bezruchu patrząc w przestrzeń. Zastanawiałem się, jak długo zajmie mi przyzwyczajanie się do wszechobecnej zieleni. Miałem wrażenie, że suchy pył tego obszaru wypełnił wszystkie pory mojej skóry i pęcherzyki płucne. Zacząłem wątpić, czy wytrzymam jeszcze kilka dni. Moje ciało było całe pokryte krwią i otwartymi ranami. Z oczu co chwile spływały pojedyńcze łzy. Usta zamarły w wyrazie straszliwego krzyku. Suchy język nie był już nawet zdatny do najmniejszego ruchu. Nagle poczułem jak moje usta zaczynają się czymś wypełniać. Coś czego smak był wspaniały. Zacząłem połykać ciecz z chwili na chwilę, w pewnym momencie dostrzegłem jak coś o kolorze szkarłatu wypływa mi z ust. Przerażony chciałem krzyczeć, jednak słychać było jedynie bulgot.
Szarpnąłem się do przodu z ciężkim i płytkim oddechem. Co się dzieje? Oczy zaczęły dokładnie monitorować moje ciało, było nienaruszone. Wręcz w idealnym stanie. Mogłem to stwierdzić przez brak jakiegokolwiek odzienia na klatce piersiowej. Moją uwagę przykuła zieleń. Bicie serca nagle przyspieszyło, jednak szybko dostrzegłem, że to nie to samo co widziałem przed chwilą. Otarłem dłonie o zmęczone oczy. Lekki pieczenie odczuwałem w miejscu, gdzie znajdowały się liście. Wszystkie wspomnienia prędko wróciły. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Znajdowałem się w jakiejś jaskini, a do moich uszu wyraźnie dochodził szum rzeki. Próbowałem podnieść wycieńczone ciało, co udało się dopiero po kilku próbach. Uważając na śliskie, nierówne podłoże podparłem się dłonią o sufit, który był dość niski. Jednak osobom mojego rozmiaru zbytnio nie przeszkadzał. Prędko uderzył we mnie promień ciepłego i oślepiającego światła. Zanim mogłem coś ujrzeć minęło kilka dłuższych sekund. Mimo zaistniałej pory roku nie poczułem żadnego zimna, wręcz lekkie ciepło. W nielicznych miejscach, można było zobaczyć białe plamy śniegu. Rozpuszczał się, z powodu nadchodzącej wiosny.
~ Caitl.. ~ Wydusiłem ledwo z gardła.
Chrząknąłem mocno i ponowiłem próbę.
~ Caitlyn! ~ Nadal nie było to wystarczająco głośne.
Ruszyłem w stronę szumu rzeki. Miałem tyle pytań. Ile czasu minęło? Jak się tu znaleźliśmy? Co się
stało? Nie bałem się jednak. Nie byłem zaniepokojony odpowiedziami. Bardziej zaprzątało mi głowę, gdzie znajdę dziewczynę. Byłem niemal pewny, że nic jej nie jest. Zaopiekowała się mną przez tyle czasu, jeszcze znalazła bezpieczne schronienie. Co za zrządzenie losu. Chciałem jej pomóc, a tak naprawdę ona bardziej pomogła mi. Moją uwagę przykuł nagły ruch. Prędko spojrzałem w tamtym kierunku i ujrzałem mój wełniany sweter powiewający na gałęzi. Zupełnie zapomniałem, że górna część ciała nie była w ogóle odziana. Wtedy do moich uszu doszedł delikatny głos. Dostrzegłem kobietę, która coś nuciła pod nosem. Zacząłem podchodzić, w rzece maczała skrawek materiału. W pewnym momencie złapała za spięte włosy jakby upewniając się czy wszystkie są na swoim miejscu i wyprostowała najprawdopodobniej obolałe plecy. Dojrzałem wtedy gładką skórę na szyi dziewczyny. Moje serce mocniej zabiło. Caitlyn tyle dla mnie zrobiła, będąc już blisko wyciągnąłem ręce, które powoli zbliżały się do jej talii...
~ W końcu cię znalazłem.. ~ Powiedziałem stając obok z uśmiechem.
Co ja właściwie chciałem zrobić...?
~ Ruki?! ~ Wzdrygnęła się ze zdziwienia dokładnie analizując co się dzieje.
Czy robię dobrze...?
~ Wybacz, że tak długo zajął mi ten sen i dziękuję... ~ Przechyliłem delikatnie głowę.
<Caitlyn?>
~
Siedziałem na czymś twardym, jednak przyjemnym. Bujałem się do przodu i do tyłu. Kiedy otworzyłem oczy dostrzegłem przed sobą tylko dwa kolory, biel i zieleń. Przed moimi oczami rozpościerało się niebo przecięte zieloną pustynią. Rozglądając się obolałymi oczami zobaczyłem stare i popękane deski. Między nimi były szpary, przez które do środka wdzierały się ziarenka piasku. Dokoła nie było nic, żadnej żywej duszy, nawet rzeczy, która mogłaby rozweselić ponure pomieszczenie. Siedziałem na bujanym fotelu na przeciwko okna. Kolejne znajdywały się z każdej strony świata. Do ciemnego pokoju światło miało dostęp jedynie, przez puste dziury i liczne szpary między deskami. Dom miał wiele lat, jak nie wieków. Sięgał około dwudziestu stóp. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że nie ma tu drzwi. Czując niepokój próbowałem wstać z bujanego fotela, który poruszał się bez żadnej siły naciskowej z mojej strony. Coś mnie zatrzymało. Nie mogłem odczepić rąk, tułowia jak i nóg od drewnianego siedzenia. Zacząłem się szarpać z całej siły wydając z ust głośny krzyk. Moje ruchy były natarczywe, ciało zaczęło krwawić, gdyż skóra zaczynała odchodzić od mięśni. Ogromny ból wywołał silny potok łez. Krzyki nie ustawały, gardło zdzierało się coraz mocniej z każdą chwilą. Wokół mnie, na podłodze był ogromny dywan krwi. A Skóra pozostawała na drewnie, jakby została do niego przyklejona.
Znowu... krzyk... szarpnięcie... krew... łzy... krzyk... cierpienie... pragnienie... krzyk... szarpnięcie... rozpacz... wysiłek... bezsilność.. krzyk... szarpnięcie.. ból... rezygnacja...
Siedziałem w bezruchu patrząc w przestrzeń. Zastanawiałem się, jak długo zajmie mi przyzwyczajanie się do wszechobecnej zieleni. Miałem wrażenie, że suchy pył tego obszaru wypełnił wszystkie pory mojej skóry i pęcherzyki płucne. Zacząłem wątpić, czy wytrzymam jeszcze kilka dni. Moje ciało było całe pokryte krwią i otwartymi ranami. Z oczu co chwile spływały pojedyńcze łzy. Usta zamarły w wyrazie straszliwego krzyku. Suchy język nie był już nawet zdatny do najmniejszego ruchu. Nagle poczułem jak moje usta zaczynają się czymś wypełniać. Coś czego smak był wspaniały. Zacząłem połykać ciecz z chwili na chwilę, w pewnym momencie dostrzegłem jak coś o kolorze szkarłatu wypływa mi z ust. Przerażony chciałem krzyczeć, jednak słychać było jedynie bulgot.
Szarpnąłem się do przodu z ciężkim i płytkim oddechem. Co się dzieje? Oczy zaczęły dokładnie monitorować moje ciało, było nienaruszone. Wręcz w idealnym stanie. Mogłem to stwierdzić przez brak jakiegokolwiek odzienia na klatce piersiowej. Moją uwagę przykuła zieleń. Bicie serca nagle przyspieszyło, jednak szybko dostrzegłem, że to nie to samo co widziałem przed chwilą. Otarłem dłonie o zmęczone oczy. Lekki pieczenie odczuwałem w miejscu, gdzie znajdowały się liście. Wszystkie wspomnienia prędko wróciły. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Znajdowałem się w jakiejś jaskini, a do moich uszu wyraźnie dochodził szum rzeki. Próbowałem podnieść wycieńczone ciało, co udało się dopiero po kilku próbach. Uważając na śliskie, nierówne podłoże podparłem się dłonią o sufit, który był dość niski. Jednak osobom mojego rozmiaru zbytnio nie przeszkadzał. Prędko uderzył we mnie promień ciepłego i oślepiającego światła. Zanim mogłem coś ujrzeć minęło kilka dłuższych sekund. Mimo zaistniałej pory roku nie poczułem żadnego zimna, wręcz lekkie ciepło. W nielicznych miejscach, można było zobaczyć białe plamy śniegu. Rozpuszczał się, z powodu nadchodzącej wiosny.
~ Caitl.. ~ Wydusiłem ledwo z gardła.
Chrząknąłem mocno i ponowiłem próbę.
~ Caitlyn! ~ Nadal nie było to wystarczająco głośne.
Ruszyłem w stronę szumu rzeki. Miałem tyle pytań. Ile czasu minęło? Jak się tu znaleźliśmy? Co się
stało? Nie bałem się jednak. Nie byłem zaniepokojony odpowiedziami. Bardziej zaprzątało mi głowę, gdzie znajdę dziewczynę. Byłem niemal pewny, że nic jej nie jest. Zaopiekowała się mną przez tyle czasu, jeszcze znalazła bezpieczne schronienie. Co za zrządzenie losu. Chciałem jej pomóc, a tak naprawdę ona bardziej pomogła mi. Moją uwagę przykuł nagły ruch. Prędko spojrzałem w tamtym kierunku i ujrzałem mój wełniany sweter powiewający na gałęzi. Zupełnie zapomniałem, że górna część ciała nie była w ogóle odziana. Wtedy do moich uszu doszedł delikatny głos. Dostrzegłem kobietę, która coś nuciła pod nosem. Zacząłem podchodzić, w rzece maczała skrawek materiału. W pewnym momencie złapała za spięte włosy jakby upewniając się czy wszystkie są na swoim miejscu i wyprostowała najprawdopodobniej obolałe plecy. Dojrzałem wtedy gładką skórę na szyi dziewczyny. Moje serce mocniej zabiło. Caitlyn tyle dla mnie zrobiła, będąc już blisko wyciągnąłem ręce, które powoli zbliżały się do jej talii...~ W końcu cię znalazłem.. ~ Powiedziałem stając obok z uśmiechem.
Co ja właściwie chciałem zrobić...?
~ Ruki?! ~ Wzdrygnęła się ze zdziwienia dokładnie analizując co się dzieje.
Czy robię dobrze...?
~ Wybacz, że tak długo zajął mi ten sen i dziękuję... ~ Przechyliłem delikatnie głowę.
<Caitlyn?>
piątek, 3 lutego 2017
Od Ruki'ego C.D Caitlyn
Uśmiechnąłem się potulnie widząc jak oddech kobiety staje się spokojny. Zmęczona Caitlyn postanowiła zapaść w głęboki sen w celu zregenerowania sił. Słysząc nieprzyjemny odgłos wydobywający się z mojego brzucha, wstałem w celu przeszperania tutejszych zakamarków. I tak już im zapłaciłem, więcej niż powinienem, mogę chociaż coś zjeść. Nie myśląc nad tym dłużej skierowałem się do kuchni. Zacząłem wyczuwać odurzająco przyjemny zapach. Na stole pod ścianą leżała pieczona sarna. Jest zimna i ponadkrawana. Nie pytając o pozwolenie, odłamałem kawałek z samego końca, piszczel ze sporym kawałkiem mięsa. Zabrałem jeszcze dzban, który napełniłem z ustawionej na półce beczułki i bez słowa skierowałem się z powrotem do kobiety. Zostawianie jej na dłuższą chwilę sprawiało, że zaczynałem się martwić. Kto wie kto mieszka w tym domu, mogą być porządnymi ludźmi lub złodziejami, gwałcicielami i mordercami. Ogryzam mięso i siadam na szorstkiej skórze, ze skierowanym wzrokiem w okienko.
~ Zamilcz! ~ Wycedził ktoś z ledwo hamowaną wściekłością.
Zastygam z zębami wbitymi w mięso i z dzbanem w drugim ręku. Chciałem odłożyć wszystko na miejsce, ale robiąc hałas mógłbym nie zrozumieć, co spowodowało kłótnię. O dziwo zjawisko nagle ustało. Zaistniała cisza budziła we mnie nieprzyjemne uczucia. Nie wysilam się, nie jestem skoncentrowany. Po prostu nasłuchuję. Minęła minuta, dwie. Wstałem i podszedłem do okna. Zobaczyłem zastygłego w miejscu mężczyznę. Ma pobladłą, spopieloną twarz, półotwarte usta i wybałuszone oczy. Kręci lekko głową, jakby czemuś zaprzeczał, po czym zaczyna się cofać. W chacie nagle robi się zimno. Spoglądam odruchowo w stronę drzwi, potem na zewnątrz, jednak nic tam się nie zmieniło. Ptaki zaczynają krzyczeć. Coś się przewraca. Po chwili słyszę szczęk i widzę, jak coś toczy się pod moimi nogami. Jeden z domowników, którego mogłem dostrzec kątem oka siedział prosto i dziwnie sztywno, zupełnie jakby coś go unieruchomiło i przycisnęło mu ręce do boku. Prostuję się spokojnie, myśląc o leżącej kilka metrów ode mnie Caitlyn. Nasłuchuje, ale docierają do mnie tylko szelesty i potrzaskiwania przewracających się drobnych przedmiotów. Pot zaczął spływać po mojej twarzy. Po niskim stole przede mną toczy się niewielkie szydło do skór. Stalowa igła, umieszczona w drewnianym uchwycie. Miałem wrażenie, jakby na mojej twarzy malował się wyraz straszliwego wysiłku. Powoli zacząłem okręcać głowę, by dostrzec coś chociaż kątem oka. Moje źrenice zwiększyły swoją objętość dwukrotnie, gdy dostrzegłem zaledwie paręnaście centymetrów od siebie czerwieniejącą się twarz. Żyły zaczęły mężczyźnie wychodzić na skronie, wyglądał jakby chciał za wszelką cenę złapać trochę powietrza. Schodząc wzrokiem trochę niżej, dostrzegłem na jego szyi zaciśnięte szczęki całego czarnego jak smoła wilka. Po chwili ciało upadło bezwładnie na ziemi. Moim oczom ukazała się mała dziewczynka, ta którą męczył kaszel. Jednak, była w połowie przemieniona w wilka. Potępiona. Ona nie była chora, to były objawy przemieniania. Nagle na mojej ręce zacisnęły się ostre szczęki. Wrzasnąłem z bólu i złapałem wolną ręką stworzenie za górną szczękę, próbując się jakoś wydostać. Nogami z całej siły kopałem ją w korpus. Co za piekielna siła. Pomyślałem czując jak ucisk się tylko zwiększa.
~ Puszczaj mnie szkarado! ~ Wykrzyczałem zwiększając moc w nodze i kopiąc ją z całej siły.
Usłyszałem skomlenie i ostry ból, kiedy zęby przecięły doszczętnie moją skórę na ręce. Szybka utrata takiej ilości krwi wywołała zawroty głowy. Czarna plama zaczęła poruszać się w moim kierunku. Próbowałem kilkukrotnie wstać. Nagle słyszę wrzask, który niemal podnosi dach chaty. Straszny, rozpaczliwy, z otwartego gardła. Kiedy podnoszę głowę, uświadamiam sobie, że dźwięk pochodzi z zewnątrz. Prędko jednak wróciłem wzrokiem do napastnika. Mimo silnego uścisku, czułem jak krew cały czas się sączy. Ciemna plama była zaledwie metr ode mnie. Przełknąłem ślinę przez zaciśnięte gardło. Chciałem coś zrobić jednak nie mogłem. Moje ciało zaczęło samoistnie drżeć.
~ Szybko, musimy stąd uciekać! ~ Usłyszałem głos Caitlyn, która natychmiastowo pomogła mi wstać.
~ Nawet, nie wiesz jak się cieszę, że cię słyszę. ~ Wydusiłem, wysilając się by stanąć na nogi.
Całe przerażenie spadło z moich barków, jednak nie mogłem zrozumieć co się dzieje. Mam jakieś halucynacje? Od tego pomysłu odciągnęły mnie kolejne krzyki.
~ Co się dzieje? ~ Wydusiłem czując jak kobieta mnie gdzieś prowadzi.
Jej oddech był płytki i bardzo szybki, jakby się czegoś bała.
~ Nie wiem, ale.. wydaje mi się, że to miasteczko dręczy coś więcej niż zwykła grypa. ~ Powiedziała drżącym głosem.
Otworzyłem usta by coś powiedzieć, jednak wydobył się z nich jedynie syk bólu. Przypadkiem wsadziłem palec w ranę, co doprowadziło mnie do mdłości. Miałem wrażenie, że tracę przytomność. Słyszałem jak przez mgłę kojący głos dziewczyny, który niestety działał na mnie jeszcze bardziej usypiająco. Moje ciało zrobiło się ciężkie. Podtrzymywałem jeszcze otwarte oczy, z których zaczęły płynąć łzy.
~ Tak mi żal.. ~ Wymamrotałem ~ Nie potrafiłem jej pomóc ~ Moje myśli zaczęły krążyć wokół małej dziewczynki.
Zacząłem się zastanawiać, czy gdybym zrobił coś więcej, niż tylko położenie do łóżka.. gdybym zabrał ją do lekarza, czy nie byłaby tym czym jest teraz?
(Caitlyn?)
~ Zamilcz! ~ Wycedził ktoś z ledwo hamowaną wściekłością.
Zastygam z zębami wbitymi w mięso i z dzbanem w drugim ręku. Chciałem odłożyć wszystko na miejsce, ale robiąc hałas mógłbym nie zrozumieć, co spowodowało kłótnię. O dziwo zjawisko nagle ustało. Zaistniała cisza budziła we mnie nieprzyjemne uczucia. Nie wysilam się, nie jestem skoncentrowany. Po prostu nasłuchuję. Minęła minuta, dwie. Wstałem i podszedłem do okna. Zobaczyłem zastygłego w miejscu mężczyznę. Ma pobladłą, spopieloną twarz, półotwarte usta i wybałuszone oczy. Kręci lekko głową, jakby czemuś zaprzeczał, po czym zaczyna się cofać. W chacie nagle robi się zimno. Spoglądam odruchowo w stronę drzwi, potem na zewnątrz, jednak nic tam się nie zmieniło. Ptaki zaczynają krzyczeć. Coś się przewraca. Po chwili słyszę szczęk i widzę, jak coś toczy się pod moimi nogami. Jeden z domowników, którego mogłem dostrzec kątem oka siedział prosto i dziwnie sztywno, zupełnie jakby coś go unieruchomiło i przycisnęło mu ręce do boku. Prostuję się spokojnie, myśląc o leżącej kilka metrów ode mnie Caitlyn. Nasłuchuje, ale docierają do mnie tylko szelesty i potrzaskiwania przewracających się drobnych przedmiotów. Pot zaczął spływać po mojej twarzy. Po niskim stole przede mną toczy się niewielkie szydło do skór. Stalowa igła, umieszczona w drewnianym uchwycie. Miałem wrażenie, jakby na mojej twarzy malował się wyraz straszliwego wysiłku. Powoli zacząłem okręcać głowę, by dostrzec coś chociaż kątem oka. Moje źrenice zwiększyły swoją objętość dwukrotnie, gdy dostrzegłem zaledwie paręnaście centymetrów od siebie czerwieniejącą się twarz. Żyły zaczęły mężczyźnie wychodzić na skronie, wyglądał jakby chciał za wszelką cenę złapać trochę powietrza. Schodząc wzrokiem trochę niżej, dostrzegłem na jego szyi zaciśnięte szczęki całego czarnego jak smoła wilka. Po chwili ciało upadło bezwładnie na ziemi. Moim oczom ukazała się mała dziewczynka, ta którą męczył kaszel. Jednak, była w połowie przemieniona w wilka. Potępiona. Ona nie była chora, to były objawy przemieniania. Nagle na mojej ręce zacisnęły się ostre szczęki. Wrzasnąłem z bólu i złapałem wolną ręką stworzenie za górną szczękę, próbując się jakoś wydostać. Nogami z całej siły kopałem ją w korpus. Co za piekielna siła. Pomyślałem czując jak ucisk się tylko zwiększa.
~ Puszczaj mnie szkarado! ~ Wykrzyczałem zwiększając moc w nodze i kopiąc ją z całej siły.
Usłyszałem skomlenie i ostry ból, kiedy zęby przecięły doszczętnie moją skórę na ręce. Szybka utrata takiej ilości krwi wywołała zawroty głowy. Czarna plama zaczęła poruszać się w moim kierunku. Próbowałem kilkukrotnie wstać. Nagle słyszę wrzask, który niemal podnosi dach chaty. Straszny, rozpaczliwy, z otwartego gardła. Kiedy podnoszę głowę, uświadamiam sobie, że dźwięk pochodzi z zewnątrz. Prędko jednak wróciłem wzrokiem do napastnika. Mimo silnego uścisku, czułem jak krew cały czas się sączy. Ciemna plama była zaledwie metr ode mnie. Przełknąłem ślinę przez zaciśnięte gardło. Chciałem coś zrobić jednak nie mogłem. Moje ciało zaczęło samoistnie drżeć.
~ Szybko, musimy stąd uciekać! ~ Usłyszałem głos Caitlyn, która natychmiastowo pomogła mi wstać.
~ Nawet, nie wiesz jak się cieszę, że cię słyszę. ~ Wydusiłem, wysilając się by stanąć na nogi.
Całe przerażenie spadło z moich barków, jednak nie mogłem zrozumieć co się dzieje. Mam jakieś halucynacje? Od tego pomysłu odciągnęły mnie kolejne krzyki.
~ Co się dzieje? ~ Wydusiłem czując jak kobieta mnie gdzieś prowadzi.
Jej oddech był płytki i bardzo szybki, jakby się czegoś bała.
~ Nie wiem, ale.. wydaje mi się, że to miasteczko dręczy coś więcej niż zwykła grypa. ~ Powiedziała drżącym głosem.
Otworzyłem usta by coś powiedzieć, jednak wydobył się z nich jedynie syk bólu. Przypadkiem wsadziłem palec w ranę, co doprowadziło mnie do mdłości. Miałem wrażenie, że tracę przytomność. Słyszałem jak przez mgłę kojący głos dziewczyny, który niestety działał na mnie jeszcze bardziej usypiająco. Moje ciało zrobiło się ciężkie. Podtrzymywałem jeszcze otwarte oczy, z których zaczęły płynąć łzy.
~ Tak mi żal.. ~ Wymamrotałem ~ Nie potrafiłem jej pomóc ~ Moje myśli zaczęły krążyć wokół małej dziewczynki.
Zacząłem się zastanawiać, czy gdybym zrobił coś więcej, niż tylko położenie do łóżka.. gdybym zabrał ją do lekarza, czy nie byłaby tym czym jest teraz?
(Caitlyn?)
piątek, 27 stycznia 2017
Od Ruki'ego C.D Caitlyn
Szedłem zwyczajnie lasem, nie jestem typem podróżnika, ale tym razem zapuściłem się trochę dalej. Ktoś mnie powiadomił, że te miejsca są niespokojne, miałem teoretycznie się tym zająć...
~ Tak mi się nie chce.. ~ Poczochrałem się po głowie.
Co mnie to interesuje? Żyją tak jak chcą, skoro nie potrzebują mojej pomocy, to czemu zostałem tu przysłany? Król, nie chce by źle żyło się jego poddanym. I to on ma robić jakieś kroki a nie oni sami? Nie cierpię pomagać tym, którzy.. Od moich rozmyśleń odciągnął mnie szelest. Kilka kroków dalej z mroku tuż przede mną wynurzył się jakiś kształt. Był to mężczyzna nachylający się groźnie. Moją uwagę przykuł blask, który uderzył w moje oczy. Zostało one wywołane nożem, od którego odbiło się światło.
~ Czego tu szukasz chłoptasiu? ~ Odezwał się szorstkim i zdecydowanym głosem.
Nie odpowiedziałem, stałem w bezruchu. Wyglądałem, jakbym zamarł z przerażenia, albo jakbym był pogrążony w głębokiej zadumie. Kiedy wreszcie się poruszyłem, zrobiłem to niezwykle szybko. Trzask, szarpnięcie rękawa i bandyta krzyczał z bólu, padając na kolana. Nóż zabrzęczał uderzając o ziemię. Chyba straciłem prędkość używania wzmocnień. Poklepałem bandytę po ramieniu.
~ Wybrałeś niewłaściwą noc i ewidentnie niewłaściwy cel. ~ Uśmiechnąłem się pokazując rzędy ostrych zębów.
Po chwili upadł twarzą na ziemię. Przekroczyłem jego ciało i ruszyłem dalej. Jeśli to będzie tak dalej wyglądać, może nie będzie tam nudno jak się spodziewałem. Zatrzymałem się i spojrzałem przez ramię w stronę krzaków. Usłyszałem jakieś krzyki, zdezorientowany ruszyłem w ich kierunku. Z każdym krokiem stawały się coraz głośniejsze i mogłem już dobrze zrozumieć każde słowo.
~ Nie waż mi się przeciwstawiać! ~ Usłyszałem głośny dźwięk uderzenia dłonią o twarz kobiety.
Chwilę później dostrzegłem ofiarę i napastnika. Mężczyzna wyglądał na typowego wilkołaka, tyle że obleśnego bandziora. Kobieta natomiast, nie należała do żadnej znanej mi nacji. Twarz była szczupła, kości policzkowe i podbródek zbiegały się w wąski klin. Zaskakująco wyraziste usta wydawały się za duże w stosunku do twarzy. Miała ciemniejszą karnację niż wilkołaki, ale zamiast fioletowobiałej, charakterystycznej dla Draenei, miała niebieskawą barwę. Jej włosy lśniły blondem, bardzo ciemnym w porównaniu z jasnymi kolorami wśród Gryfów. Wiek? Dawałbym jej około dwadzieścia sześć lat. Wyrównanie jakiś porachunków, najwyraźniej mężczyzna, którego przed chwilą spotkałem stał na straży. Nie będę się wtryniał w czyjeś sprawy. Już miałem odjeść, gdy dostrzegłem inną kobietę, w porównaniu do tej już leżącej była zadbana i miała typową karnację wilkołaka. Była drobna, wyglądała na słabą dziewczynkę, jednak wprawione oko wojownika od razu ujrzy silną kobietę. Nieznajoma podeszła do ofiary i przykucnęła przy niej. Co ona robi? Pomaga komuś takiemu..?
~ Nie bój się mnie, co się stało? ~ Wypowiedziała delikatnie te słowa, by nie wystraszyć bardziej pobitej kobiety.
Dostrzegłem jak nagle pojawił się za nią oprawca.
~ Marna dziewojo, odsuń się od niej! ~ Wykrzyczał odpychając ją.
Burknęła najprawdopodobniej mało uprzejmego pod nosem. Napastnik podniósł rękę, oczekiwałem ze strony kobiety prędkiego uniku, jednak ona pozostała w miejscu. Ręka mężczyzny zawisnęła w miejscu. Byłem pewny jak powinienem zareagować...
Złapałem mężczyznę za nadgarstek.
~ Co Ci zawiniły te dwie damy? ~ Zapytałem z ironicznym uśmiechem i z całej siły uderzyłem jego ręką o swoje kolano, po czym usłyszałem przyjemny odgłos łamanej kości.
Następcą był głośny krzyk przepełniony rozpaczą i bólem. Po chwili mężczyźnie z oczu popłynęły łzy.
~ Coś ty zrobił?! ~ Wykrzyczał zasmarkany, obleśny dziad, patrząc na wiszącą na samej skórze dłoń.
Po chwili z bólu opadł na kolana.
~ Nie klękaj jakbyś chciał wziąć do ust mojego ku*asa i tak nie dałbym Ci go do Twojej parszywej mordy. Chyba że byłbyś samym Jowiszem! ~ Zaśmiałem się drwiąco i użyłem mocy by wzmocnić siłę mięśni mojej nogi, której uderzenie poczuł na swojej klatce piersiowej.
Atak był na tyle mocny, by jego ciało wbiło się w drzewo, rosnące kilka metrów dalej.
~ Dziękuję. ~ Usłyszałem wycieńczony kobiecy głos.
~ Nie ma za co. Zwyczajnie pomogłem siostrze. ~ Przykucnąłem przy dwóch siedzących kobietach.
~ Siostrze? ~ Wyszeptała ledwo i przechyliła się do tyłu.
Prędko objąłem ją wokół pleców. Wyglądała na ledwo żywą, mężczyzna nawet jej nie dotkną, w takim razie musi być wycieńczona długą podróżą. Patrząc na jej wysuszone i popękane wargi można było także stwierdzić, że dawno nie miała w ustach wody, to co można powiedzieć na temat jedzenia.
~ Jesteśmy wilkołakami, więc wszyscy jesteśmy braćmi. ~ Uśmiechnąłem się biorąc ją na ręce.
Niestety kobieta była cięższa niż myślałem i chwilowo się zachwiałem, lecz prędko wspomogłem się mocą. Zapomniałem, że całą moc przeniosłem do nogi, przez co osłabiłem mięśnie ramion. Teraz ciężar był prawie nikły, dopiero mogłem wyczuć jej kości wbijające się w moje ręce. Nie wyglądało do dobrze, uśmiech prędko zniknął z mojej twarzy. Spojrzałem na drugą kobietę. Była poobijana, jednak jest stan był o niebo lepszy, przed atakiem miała dosadne życie.
~ Potrzebujesz czegoś? ~ Zapytałem
~ Nie.. ~ Wyszeptała drżącym głosem, ale po chwili rzuciła się w stronę, wbitego w drzewo, ciała mężczyzny.
~ Zwykła dziwka.. ~ Syknąłem pod nosem widząc jak szuka natarczywie sakiewki z monetami.
Człowiekowi robi się przykro, gdy porządna i odważna osoba poświęca się by ratować życie zwykłego śmiecia. Dziewczyna ma na pewno dobrze serce. Usunąłem wszystkie wzmocnienia jakie posiadałem na swoim ciele i przeniosłem do ciała kobiety. To sprawi, że poczuje się lepiej. Ruszyłem ścieżką i po chwili dotarłem do jednej z wiosek. Nie wyglądała na jedną z tych porządnych, ale wyboru nie miałem.
~ Gdzie znajdę nocleg? ~ Podszedłem do stojącej do mnie plecami starszej kobiety.
Mimo, że była zgarbiona byłem od niej wyższy zaledwie o pół głowy.
~ Co wam się wzięło na cholerne noclegi?! ~ Odwróciła się z wrzaskiem ~ Nie znajdziesz tu nic takiego! Odczep się kurduplu. ~ Zaczęła machać łapami tak jakby chciała odgonić małego dzikiego kota.
Ale słucham? Jak mnie nazwała?
~ Słuchaj babo.. nie obchodzi mnie to, że nie ma tu żadnych pubów, gdzie można się przespać.. masz w domu łóżko to mnie tam prowadź! Do zachodu słońca jeszcze dużo czasu, więc przestań mi tu zrzędzić i się w końcu do czegoś przydaj! ~ Warknąłem patrząc na nią gniewnie, a sama odważna staruszka, zadrżała i wskazała mi drogę do jej chaty.
Niby prywatny domek, a wyglądała jak zapyziała speluna. Lepsze to niż spanie pod drzewem. Znalazłem się w jednym z trzech pomieszczeń, w każdym byli ludzie. Liczna rodzinka... Rozejrzałem się dokładnie. Małą dziewczynkę siedzącą na brzegu łóżka męczył silny kaszel, który przerywało jedynie łapanie tchu. Podszedłem do niej i poprosiłem by się odsunęła. Położyłem delikatnie kobietę na kocu. Patrząc na to wszystko pewnie wszędzie były robakami... Skrzywiłem się i zdjąłem z siebie wełniany sweter. Opatuliłem nim ramiona dziewczyny, co sprawiło mi nie lada kłopot, przez długie i gęste ciemne włosy plączące się między moimi palcami. Dopiero teraz zdumiał mnie ich kolor, krucza czerń, przechodziła w jasny błękit, a w innych miejscach w ciemną zieleń. Śliczne... Magia dała jej coś pięknego. Wyprostowałem się po chwili odwracając przodem do gospodyni.
~ Podaj mi kubek wody i coś do jedzenia. ~ Nie zmieniłem swojego wrogiego tonu, co jak co, ale kurduplem mnie starucha nazywać nie będzie. ~ Zapłacę. ~ Dodałem.
Chociaż dam im trochę więcej niż powinienem za takie usługi, małą musi zobaczyć lekarz, patrzyłem na kaszlące dziecko. Gospodyni skinęła głową i po chwili otrzymałem zapotrzebowanie. Biorąc kubek do ręki, podniosłem delikatnie głowę kobiety i zamoczyłem jej wargi w wodzie, po czym zacząłem powoli przechylać naczynie. Kiedy ciecz dostała się do jej ust, dziewczyna nagle otworzyła oczy i z niebywałą prędkością wypiła całą zawartość. Zdziwiony popatrzyłem na wpół przytomną kobietę, która zaczęła się rozglądać.
<Caitlyn?>
~ Tak mi się nie chce.. ~ Poczochrałem się po głowie.
Co mnie to interesuje? Żyją tak jak chcą, skoro nie potrzebują mojej pomocy, to czemu zostałem tu przysłany? Król, nie chce by źle żyło się jego poddanym. I to on ma robić jakieś kroki a nie oni sami? Nie cierpię pomagać tym, którzy.. Od moich rozmyśleń odciągnął mnie szelest. Kilka kroków dalej z mroku tuż przede mną wynurzył się jakiś kształt. Był to mężczyzna nachylający się groźnie. Moją uwagę przykuł blask, który uderzył w moje oczy. Zostało one wywołane nożem, od którego odbiło się światło.
~ Czego tu szukasz chłoptasiu? ~ Odezwał się szorstkim i zdecydowanym głosem.
Nie odpowiedziałem, stałem w bezruchu. Wyglądałem, jakbym zamarł z przerażenia, albo jakbym był pogrążony w głębokiej zadumie. Kiedy wreszcie się poruszyłem, zrobiłem to niezwykle szybko. Trzask, szarpnięcie rękawa i bandyta krzyczał z bólu, padając na kolana. Nóż zabrzęczał uderzając o ziemię. Chyba straciłem prędkość używania wzmocnień. Poklepałem bandytę po ramieniu.
~ Wybrałeś niewłaściwą noc i ewidentnie niewłaściwy cel. ~ Uśmiechnąłem się pokazując rzędy ostrych zębów.
Po chwili upadł twarzą na ziemię. Przekroczyłem jego ciało i ruszyłem dalej. Jeśli to będzie tak dalej wyglądać, może nie będzie tam nudno jak się spodziewałem. Zatrzymałem się i spojrzałem przez ramię w stronę krzaków. Usłyszałem jakieś krzyki, zdezorientowany ruszyłem w ich kierunku. Z każdym krokiem stawały się coraz głośniejsze i mogłem już dobrze zrozumieć każde słowo.
~ Nie waż mi się przeciwstawiać! ~ Usłyszałem głośny dźwięk uderzenia dłonią o twarz kobiety.
Chwilę później dostrzegłem ofiarę i napastnika. Mężczyzna wyglądał na typowego wilkołaka, tyle że obleśnego bandziora. Kobieta natomiast, nie należała do żadnej znanej mi nacji. Twarz była szczupła, kości policzkowe i podbródek zbiegały się w wąski klin. Zaskakująco wyraziste usta wydawały się za duże w stosunku do twarzy. Miała ciemniejszą karnację niż wilkołaki, ale zamiast fioletowobiałej, charakterystycznej dla Draenei, miała niebieskawą barwę. Jej włosy lśniły blondem, bardzo ciemnym w porównaniu z jasnymi kolorami wśród Gryfów. Wiek? Dawałbym jej około dwadzieścia sześć lat. Wyrównanie jakiś porachunków, najwyraźniej mężczyzna, którego przed chwilą spotkałem stał na straży. Nie będę się wtryniał w czyjeś sprawy. Już miałem odjeść, gdy dostrzegłem inną kobietę, w porównaniu do tej już leżącej była zadbana i miała typową karnację wilkołaka. Była drobna, wyglądała na słabą dziewczynkę, jednak wprawione oko wojownika od razu ujrzy silną kobietę. Nieznajoma podeszła do ofiary i przykucnęła przy niej. Co ona robi? Pomaga komuś takiemu..?
~ Nie bój się mnie, co się stało? ~ Wypowiedziała delikatnie te słowa, by nie wystraszyć bardziej pobitej kobiety.
Dostrzegłem jak nagle pojawił się za nią oprawca.
~ Marna dziewojo, odsuń się od niej! ~ Wykrzyczał odpychając ją.
Burknęła najprawdopodobniej mało uprzejmego pod nosem. Napastnik podniósł rękę, oczekiwałem ze strony kobiety prędkiego uniku, jednak ona pozostała w miejscu. Ręka mężczyzny zawisnęła w miejscu. Byłem pewny jak powinienem zareagować...
Złapałem mężczyznę za nadgarstek.
~ Co Ci zawiniły te dwie damy? ~ Zapytałem z ironicznym uśmiechem i z całej siły uderzyłem jego ręką o swoje kolano, po czym usłyszałem przyjemny odgłos łamanej kości.
Następcą był głośny krzyk przepełniony rozpaczą i bólem. Po chwili mężczyźnie z oczu popłynęły łzy.
~ Coś ty zrobił?! ~ Wykrzyczał zasmarkany, obleśny dziad, patrząc na wiszącą na samej skórze dłoń.
Po chwili z bólu opadł na kolana.
~ Nie klękaj jakbyś chciał wziąć do ust mojego ku*asa i tak nie dałbym Ci go do Twojej parszywej mordy. Chyba że byłbyś samym Jowiszem! ~ Zaśmiałem się drwiąco i użyłem mocy by wzmocnić siłę mięśni mojej nogi, której uderzenie poczuł na swojej klatce piersiowej.
Atak był na tyle mocny, by jego ciało wbiło się w drzewo, rosnące kilka metrów dalej.
~ Dziękuję. ~ Usłyszałem wycieńczony kobiecy głos.
~ Nie ma za co. Zwyczajnie pomogłem siostrze. ~ Przykucnąłem przy dwóch siedzących kobietach.
~ Siostrze? ~ Wyszeptała ledwo i przechyliła się do tyłu.
Prędko objąłem ją wokół pleców. Wyglądała na ledwo żywą, mężczyzna nawet jej nie dotkną, w takim razie musi być wycieńczona długą podróżą. Patrząc na jej wysuszone i popękane wargi można było także stwierdzić, że dawno nie miała w ustach wody, to co można powiedzieć na temat jedzenia.
~ Jesteśmy wilkołakami, więc wszyscy jesteśmy braćmi. ~ Uśmiechnąłem się biorąc ją na ręce.
Niestety kobieta była cięższa niż myślałem i chwilowo się zachwiałem, lecz prędko wspomogłem się mocą. Zapomniałem, że całą moc przeniosłem do nogi, przez co osłabiłem mięśnie ramion. Teraz ciężar był prawie nikły, dopiero mogłem wyczuć jej kości wbijające się w moje ręce. Nie wyglądało do dobrze, uśmiech prędko zniknął z mojej twarzy. Spojrzałem na drugą kobietę. Była poobijana, jednak jest stan był o niebo lepszy, przed atakiem miała dosadne życie.
~ Potrzebujesz czegoś? ~ Zapytałem
~ Nie.. ~ Wyszeptała drżącym głosem, ale po chwili rzuciła się w stronę, wbitego w drzewo, ciała mężczyzny.
~ Zwykła dziwka.. ~ Syknąłem pod nosem widząc jak szuka natarczywie sakiewki z monetami.
Człowiekowi robi się przykro, gdy porządna i odważna osoba poświęca się by ratować życie zwykłego śmiecia. Dziewczyna ma na pewno dobrze serce. Usunąłem wszystkie wzmocnienia jakie posiadałem na swoim ciele i przeniosłem do ciała kobiety. To sprawi, że poczuje się lepiej. Ruszyłem ścieżką i po chwili dotarłem do jednej z wiosek. Nie wyglądała na jedną z tych porządnych, ale wyboru nie miałem.
~ Gdzie znajdę nocleg? ~ Podszedłem do stojącej do mnie plecami starszej kobiety.
Mimo, że była zgarbiona byłem od niej wyższy zaledwie o pół głowy.
~ Co wam się wzięło na cholerne noclegi?! ~ Odwróciła się z wrzaskiem ~ Nie znajdziesz tu nic takiego! Odczep się kurduplu. ~ Zaczęła machać łapami tak jakby chciała odgonić małego dzikiego kota.
Ale słucham? Jak mnie nazwała?
~ Słuchaj babo.. nie obchodzi mnie to, że nie ma tu żadnych pubów, gdzie można się przespać.. masz w domu łóżko to mnie tam prowadź! Do zachodu słońca jeszcze dużo czasu, więc przestań mi tu zrzędzić i się w końcu do czegoś przydaj! ~ Warknąłem patrząc na nią gniewnie, a sama odważna staruszka, zadrżała i wskazała mi drogę do jej chaty.
Niby prywatny domek, a wyglądała jak zapyziała speluna. Lepsze to niż spanie pod drzewem. Znalazłem się w jednym z trzech pomieszczeń, w każdym byli ludzie. Liczna rodzinka... Rozejrzałem się dokładnie. Małą dziewczynkę siedzącą na brzegu łóżka męczył silny kaszel, który przerywało jedynie łapanie tchu. Podszedłem do niej i poprosiłem by się odsunęła. Położyłem delikatnie kobietę na kocu. Patrząc na to wszystko pewnie wszędzie były robakami... Skrzywiłem się i zdjąłem z siebie wełniany sweter. Opatuliłem nim ramiona dziewczyny, co sprawiło mi nie lada kłopot, przez długie i gęste ciemne włosy plączące się między moimi palcami. Dopiero teraz zdumiał mnie ich kolor, krucza czerń, przechodziła w jasny błękit, a w innych miejscach w ciemną zieleń. Śliczne... Magia dała jej coś pięknego. Wyprostowałem się po chwili odwracając przodem do gospodyni.
~ Podaj mi kubek wody i coś do jedzenia. ~ Nie zmieniłem swojego wrogiego tonu, co jak co, ale kurduplem mnie starucha nazywać nie będzie. ~ Zapłacę. ~ Dodałem.
Chociaż dam im trochę więcej niż powinienem za takie usługi, małą musi zobaczyć lekarz, patrzyłem na kaszlące dziecko. Gospodyni skinęła głową i po chwili otrzymałem zapotrzebowanie. Biorąc kubek do ręki, podniosłem delikatnie głowę kobiety i zamoczyłem jej wargi w wodzie, po czym zacząłem powoli przechylać naczynie. Kiedy ciecz dostała się do jej ust, dziewczyna nagle otworzyła oczy i z niebywałą prędkością wypiła całą zawartość. Zdziwiony popatrzyłem na wpół przytomną kobietę, która zaczęła się rozglądać.
<Caitlyn?>
niedziela, 25 grudnia 2016
Ruki Wenzel
R a n g a: Młodszy szeregowy 1-szej klasy

W ł a ś c i c i e l:

W ł a ś c i c i e l:
KatiaFelia [howrse]
I m i ę: Jego prawdziwe imię pochodzi od Draenei, Radamez. Aktualnie, jednak posługuje się drugim, które nadała mu jego zmarła przyjaciółka a brzmi ono, Ruki
N a z w i s k o: Wenzel
P s e u d o n i m: Z powodu nazwiska, wołają na niego wandal. Sam nie widzi żadnego podobieństwa między tymi dwoma słowami, ale kto zrozumie ludzi. Pseudonimem można także nazwać jego teraźniejsze imię, Ruki. Wołała tak na niego przyjaciółka, która miała trudności z wymówieniem prawdziwego, a dodatkowo uważała, że jest zbyt słodki na coś tak chłodnego
P ł e ć: Mężczyzna
T e r e n: Urodził się i wychował w Anderfale
R a s a: Matka wywodziła się z plemienia Draenei, natomiast ojciec był wilkołakiem
C h a r a k t e r: Chłopak na co dzień jest dość nadpobudliwy. Ma tendencje do napadów złości. Jest niski jak na swój wiek, co doprowadza go do szału, ponieważ zawsze musi znaleźć się ktoś kto mu to wypomina. Jest bardzo wrażliwy na ten temat. Na początku wydaje się być niedojrzały. Potrafi obrazić się tak na prawdę za nic. Jest porywczy i często zdarza mu cię uciekać do przemocy, zamiast załatwić pewne sprawy dyplomatycznie. Nie odmówi sobie czasami wyśmiania kogoś w cztery oczy. Trzeba mu przyznać jednak cechę, nie poddawania się, a także zdecydowania, niezależności i upartości. Każdy nowo poznany przechodzień uzna, że jest samolubnym dzieciakiem, zapatrzonym w samym sobie. Jednak to tylko złudzenia, dba o innych ludzi, może nie słownie, ale nie będzie patrzył jak ktoś okłada kobietę. Potrafi pomagać bezinteresownie innym, okazywać głębokie współczucie i jest niezwykle lojalny. Jeśli chodzi o pomoc, zwykle robi to w przypadku, gdy jest to wymagane, ale również bo sam tego chce. Lubi działać na własną rękę i nie wykonuje zadań, które mu nie podpasują i są sprzeczne z jego poglądami. Zbyt często używa sarkazmu, co bywa irytujące. Zamiast coś ukrywać, zawsze mówi innym wszystko prosto w twarz, nawet jeśli ta kwestia dotyczy czyjejś religii lub ideologii. Wskazuje tendencje do braku cierpliwości i nie bycia w stanie usiedzieć w jednym miejscu na dłuższy czas. Co odzwierciedla się w jego ciągłych podróżach. Jednak pokazuje swoją wrażliwszą stronę ludziom, którzy mieli z nim większą styczność. Jako osoba, która wiele wycierpiała w młodym wieku, nie jest w stanie ignorować bólu innych ludzi. Jest bardzo wrażliwy na nieszczęścia innych. Jednym z tych zdarzeń jest utrata dobrej przyjaciółki. Często bywa wobec innych szorstki i chłodny, ale ma dobre intencje i robi tak dlatego, że nie lubi owijać w bawełnę, bo jest osobą bezpośrednią. Jako osoba obarczona błędami z przeszłości, podkreśla branie odpowiedzialności za swoje winy. Jest bardzo lekkomyślny i podejmuje spontaniczne, nieprzemyślane decyzje. Ma wielką pogardę do władzy, przez co często nagina zasady i własnoręcznie wymierza sprawiedliwość. Chłopak otwarcie i z dumą podkreśla, że nie wierzy w żadnego Boga, jego jakoby duchowa wrażliwość czyni go bardziej agnostykiem niżeli ateistą. Nie modli się i nie praktykuje wiary, ale zdarza mu się mówić o Bogu, tak jakby nawet potwierdzał jego istnienie. Bardzo lubi walkę, to także jego główna posiadana umiejętność, nie potrafi rzucać ognistymi kulami, ale jest dumny ze swoich mocy. Przez to można go nazwać bardziej wsparciem, jednak nie raz pokazał na co go stać na polu bitwy. Chłopak lubi, gdy postrzegają go za badassa, a łatwo wywrzeć takie wrażenie z niepowtarzalną siłą i porywczym charakterem.
Z m i a n y: Prócz rogów jako wilk, posiada także ciemne plamy spowodowane nieznaną mu chorobą. Jego oczy są fioletowe, a podczas transmutacji, stają się złote.
M o c e: Posiada on tylko i wyłącznie umiejętności wzmocnienia. Potrafi także użyć ich na kimś. Jednak, może tylko jedno zaklęcie na raz użyć na kimś innym, na sobie limit wynosi trzy.
~ Wzmocnienie siły (+20)
~ Wzmocnienie prędkości (+10)
~ Wzmocnienie zwinności (+5)
~ Wzmocnienie wytrzymałości (+10)
~ Wzmocnienie intelektu (+5)
~ Wzmocnienie ciała ~ wzmacnia tylko wybraną część ciała, przykładowo ręce, na określony okres czasu
~ Wzmocnienie obrony ~ zwiększa siłę mocy obronnych
~ Wzmocnienie prędkości (+10)
~ Wzmocnienie zwinności (+5)
~ Wzmocnienie wytrzymałości (+10)
~ Wzmocnienie intelektu (+5)
~ Wzmocnienie ciała ~ wzmacnia tylko wybraną część ciała, przykładowo ręce, na określony okres czasu
~ Wzmocnienie obrony ~ zwiększa siłę mocy obronnych
S t a n o w i s k o: Najsilniejszy strażnik
W i e k:19 lat / 18 sierpień
C e c h y C h a r a k t e r y s t y c z n e:
W i e k:19 lat / 18 sierpień
C e c h y C h a r a k t e r y s t y c z n e:
- Jest dobry w parkurze
- Potrafi walczyć wręcz
- Lubi rysować
W y g l ą d: Riki jako człowiek jest przystojnym młodzieńcem o fioletowych oczach, które podczas transmutacji stają się złote. Jego złote długie włosy są rzucone w naturalny nieład, nachodzący na podkręcone kremowe rogi. Na dość męskim zgrabnym nosie widnieje długa blizna. Atletyczna sylwetka chowa się pod owczym swetrem. Nosi również brązowe spodnie oraz skórzane buty. Jego wzrost nie przekracza 165 centymetrów. Stając się wilkiem jego rogi stają się cieńsze. Jest pokryty białą sierścią. która jest dłuższa w okolicy głowy i szyi, przypomina w ten sposób jego fryzurę za człowieka. Kark jest pokryty ciemnymi plamami spowodowanymi chorobą, jako człowiek również je posiada, jednak są otoczone materiałem.
O r i e n t a c j a: Biseksualny
Z a u r o c z e n i e: Był i nie zamierza tego powtarzać
H i s t o r i a: Udostępniona niedługo
C i e k a w o s t k i:
- Ogromna siłę odziedziczył po matce
- Potrafi używać mocy na przedmiotach nieożywionych
- Blizna na nosie powstała przez uderzenie jego ojca. Chłopak zwyczajnie stracił kontrolę nad swoim gniewem i powiedział za dużo. Ojciec natomiast nie zdążył podczas przemiany schować pazurów. Początkowo miał 3 zadrapania, jednak tylko 1 pozostawiła bliznę
- Ma kompleksy z powodu swojego wzrostu, jest dość niski
- Choruje na coś czego nawet nie zna, przez co momentalnie ma albo ataki strachu, albo gniewu
- Zna się na fachu wykuwania zbroi, pomagał kiedyś przy tym matce
J a k o W i l k:
O c e n a: 1/0
G ł o s:
Wytrzymałość: 80
Siła: 120
Zwinność: 50
Bonusy:
Bonus zasięgu - zasięg ataków zwiększony o 20%
Bonus zasięgu - zasięg ataków zwiększony o 20%
Subskrybuj:
Posty (Atom)

