Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tantum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tantum. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Tantum'a Do Doriana

Musiałem się wracać, bo gdzieś przy barze zostawiłem sakiewkę, w której trzymałem między innymi pieniądze czy klucze. Nie miałem zbyt dalekiej drogi, ale jak widać pod moją nieobecność dużo się wydarzyło. Wszedłem prędko. Z całej siły otworzyłem grube, drewniane z mosiężnymi elementami drzwi.
Na stoliku leżała zguba, lecz nie sama. Była otoczona typkami, którzy u boku mieli karty. Zbiorowisko wywołała niezłe. 
-Kto wygra, dostaje zawartość-oznajmił gostek, palący cygaro. 
-Ja się pisze-odrzekł jakiś inny, a potem kolejny i następny.
Podszedłem do ekipy. Widać było, że pijanej. Ledwo siedzieli na krzesłach, chwiejąc się przy tym i wymachując rękami. Dym z papierosów i fajek niemalże poleciał mi na twarz. 
-Przepraszam to moje-skierowałem rękę w stronę sakiewki aby ją zabrać.
-Hola hola!-szatańsko zaśmiał się mężczyzna i zablokował mi dłoń.
Gwałtownie się wyrwałem. Miałem ochotę mu przywalić. Zagryzłem zęby ze złości.
-To moje-powtórzyłem wypełniony gniewem.
-Jeśli to chcesz, musisz zagrać partyjkę, inaczej pożegnaj się z dobytkiem.
Nigdy nie byłem dobry w karty, szczególnie nie tolerowałem oszukiwania, a znając panów z knajpy byli zdolni do tego typu numerów. Nie miałem ochoty na tego typu kłótnie. Nie miałem ochoty zachowywać się jak dziecko. To należało do mnie, więc dyskusji powinno nie być wcale. Krew się we mnie gotowała gdy tylko widziałem mordę uśmiechniętego dziada.
-Mówię grzecznie po raz ostatni. Te rzeczy są moje!-warknąłem ze wściekłością.
Mężczyźni najwyraźniej zadowoleni, bo tylko pili kolejne kielichy i przy tym śmiali się pełną gębą. Panowały plotki. Każdy z osobna mierzył mnie pobłażliwym spojrzeniem.
-Młody, życie...-podsumował sprzedawca. Oczywiście roześmiał się, a za nim wszyscy inni.
Tego był za dużo. Rozgniewany, jednym ruchem przewaliłem stół, a z nim spadły szklanki. Hałas duży, szczególnie przez krzyki i stłuczone naczynia. Nie żałowałem tego czynu nawet przez chwilę. Uważałem, że i tak dobrze, bo buda nie wyleciała w powietrze. Ktoś nagle złapał mnie za ramię. Tym śmiałkiem okazał się facet trzymający MÓJ woreczek. Bez zastanowienia przywaliłem mu w twarz. Upadł na ziemię. Nie dość, iż był cały czerwony od alkoholu, to za moim ciosem wykrwawił. Zabrałem mu z rąk przedmiot. Tak to jest kiedy skończy mi się cierpliwość.
-Do widzenia-powiedziałem jak gdyby nigdy nic i wyszedłem z baru.
Wszyscy zaniemówili. Barman nie był w stanie normalnie funkcjonować tylko gapił się na mnie jak na wariata. 
Na zewnątrz zajrzałem do środka sakiewki. Wszystko było jak trzeba. 
-Rany, to ty wywołałeś tą całą aferę?!-usłyszałem nieznajomy głos z tyłu. 
Odwróciłem się, tym razem już spokojnie, bo emocje opanowały. 
-Czemu ja?-spytałem niczym niewiniątko.
Stojący przede mną znacząco spojrzał się na moje ręce, były w szkle pomieszanym z krwią. 
-Ale nie zaprzeczysz miałem rację-zaśmiałem się cicho.

<Dorian?>

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Od Tantum'a C.D Natalie

Straciła przytomność. Tak to jest kiedy przez moment zaufasz kobiecie! Że też byłem głupi do tego stopnia. Strażnik się zbudził, gdyż akurat chwilowo przysnął. Złapałem pierwszą lepszą rzecz, którą zdobyłem "po omacku" w celach obronnych. Ochroniach tupnął masywną stopą na co ziemia zaczęła pulsować. Wziąłem duży zamach. Przyrządem mojej zbrodni okazała się kłódka drewna. Nie miałem pojęcia skąd tam się wzięła, lecz to, iż tam się w ogóle znalazła było zadowalające. Wycelowałem w brzuch. Tam też trafiło. Hughol zawył niczym rozszarpywany wilk. Ucieczka teraz nie wchodziła w grę. Więc co zrobić? Tu liczyło się szybkie działanie, bo wrzask rozniósł się na całą wioskę, przez co zbudził i napędził do działania mieszkańców. Trzeba było cofnąć się do tej samej pozycji co przedtem, czyli powrotu do klatki. Złapałem Natalie za barki, a potem przeniosłem do klatki po czym sam tam wszedłem. Niebawem zjawiła się cała ekipa.
-Czego darłeś japę?!-spytał Hughol-dowodzący, tonem jak zwykle wrednym.
-Oni! On! Uciekli!-skarżył ochroniarz, pokazując grubym paluchem w naszą stronę. Patrzył mi się prosto w oczy. Czułem, że chciał się zemścić.
-Co ty pier'dolisz?!-warknął ten sam pewniak.
Otóż moja przyjaciółka... *towarzyszka zemdlała na co jej wygląd był podobny do osoby śpiącej, a ja udawałem, że dopiero co wstałem. Było sztuczne, a wyglądało na prawdopodobne.
-Jak was wezwałem to ten chłopak tu się schował, ale słowo daje, chcieli uciec!
Zamieszanie, znowu. Dyskusje, powiedziałbym konwersacje. Koniec końców przypadł nam nie jeden, a czterech strażników. Małymi krokami zbliżał się świt. Co robić? Co k***wa robić?!
"Jakie mam moce?!... Jakie mam moce?-nerwowo rozmawiałem sam ze sobą.-Chyba jestem zdolny być niezdolnym. Tak, to moja najlepsza cecha."
Leżałam na brzuchu, potem przekręciłem się na bok, na drugi bok i znowu na brzuch. Pustka.
-Natalie...-szturchnąłem dziewczynę niczym bezbronne dziecko matkę.
Nie odpowiedziała. W dalszym ciagu była "pół żywa". Teraz liczyć mogłem tylko i wyłącznie na siebie by uratować nas oboje.
Yolo.
-Hej panie strażniku!-zagadałem kreature czyhającą pare metrów przed naszym "więzieniem".
-Hę?!-warknął znudzonym i zasypanych głosem.
-Co tam?-spytałem tonem nieco cichszym.
Przybliżył się o krok by lepiej słyszeć.
-Nie zawracaj mi głowy chłopcze, bo srogo popamiętasz!-warknął.
-Ja sie chciałem o coś spytać.
-No?
-Bo chodzi o to...-oznajmiłem znowu zmieniając głośność.
Ten po raz drugi przysnął się w moją stronę. Z czasem, ciagnąc pogawędkę podszedł wystarczająco blisko, a ja mogłem zacząć działać. Jeśli chodzi o słowa wymyślałem je tak aby zając jak najwiecej czasu. Miałem nadzieje, że fart dopisze, a moje poświęcenie nie pójdzie na marne.
Na szczęście, rzuciwszy okiem na Natalie otwierała zmęczone i zaspane oczy.
Teraz albo nigdy...

<Natalie? Jak widzisz pomysłów zabrakło i całe rozumowanie zostawiam tobie. Mam nadzieje, że wena dopisuje ;p>

czwartek, 30 marca 2017

Od Tantum'a C.D Natalie

Zamieszanie. Hałas, głosy, rozmowy. Śmiechy. Radość, to ponure uczucie, wywołane czyjąś stratą było właśnie w tamtych stronach nazywane radością. Ja nie byłem powodem ich szczęścia? Brakuje mi czegoś? Szkoda, myślałem, że połamane, wystające żebra, blizny ze wszystkich stron i złamane ręce były wystarczająco zadowalające. Rozejrzałem się dookoła. Któż to jest bardziej ciekawy ode mnie? Za plecami całej gromady była ukryta jakaś postać. Podparłem się na łokciach. Łapiąc szczebelków klatki wspiąłem się wyżej. Nadal przed oczami miałem tylko czerwone cielska. Wkrótce jednak ukazała się znajoma figura, ze znajomymi ubarwionymi niczym galaktyka włosami. "Wkopałaś się dziewczyno"-warknąłem ponuro. Czego tutaj szukała?! Moje spojrzenie przepełnione było gniewem. Miała się nie narażać, miała zostać w domu. Miała odpoczywać! Wyważyła drzwi? A tutaj... eh, szkoda gadać. Co najlepszego zrobiła? Musiała wyjątkowo przeskrobać, bo taka popularność nie bierze się od tak. Nagle w nosie zakręcił mi się zapach dymu. Te dwie rzeczy mi się ze sobą jakoś łączyły. Spojrzałem na dłonie kobiety. Były pokryte popiołem i poparzone. Na około mnie leżały stosy spalonej trawy pomieszanej z liśćmi. Hughol niósł ją, następnie zarzucił na swoje barki. Niczym plecak zarzucił na grzbiet. Za nim zmierzało zbiorowisko podnieconych stworzeń. Każdy kolejno dorzucał od siebie podły komentarz. Tak doszli pod moje "legowisko". Uchylili drzwi, jednym, szybkim ruchem.
-Masz koleżankę!-zawołała kreatura, zebrali się w takim tłumie, że nawet z twarzy nie wiedziałem, która to powiedziała, jednak cham, co w ten sposób postąpił z bezbronną dziewczyną, wypiął do przodu pierś jakby z dumy. No co? Przecież honor się zdobywa kiedy cała grupa jest przeciwko jednemu.
Zmierzyłem z kompletnym brakiem szacunku jego cielsko od stóp do wstrętnego łba. Zrzucił swój "bagaż" z pleców. Po prostu. Wylądowała z wysokości około dwóch metrów na ziemi. Skręciła się pod wpływem bólu i cicho pisnęła. Żelaznym buciorem wepchnął ją do ciasnej zagrody.
-No!-sprzeciwiłem się, wyciągając ręce do przodu i marszcząc brwi. Byłem gotowy przywalić mu w ten jego pastelowy ryj, z dwoma białymi kropkami. Nie zwrócili na to uwagi. Odeszli jak gdyby nigdy nic. Mięli jak widać coś do roboty, czym nie było obezwładnienie nas.
-Zadowolona?-prychnąłem w kierunku Natalie.-Co ci mówiłem?!
-Tantum, nie mogłam cię zostawić w potrzebie. Czułam, że musiałam ci pomóc.-rzekła nadzwyczaj z wrażliwością, widziałem jej wzrok. Czuła żal.
Żałośnie się jej sprzeciwiałem. Chwilę później pojąłem, iż trzeba w jakiś sposób działać.
-Dobra, galaxy...-zacząłem-tutaj trzeba zjednoczyć siły i dać z siebie nie sto, a trzysta procent. Zależy nam na każdej sekundzie. Znając tych typków nie dadzą nam dużo czasu. Może nawet planują nas dzisiaj zabić? Przynajmniej ty, ty uciekaj. Ja sobie dam radę...
W tym momencie kobieta mi przerwała.
-Nie oszukuj mnie. Popatrz tylko na swoje ciało, na rany. Tantum, musisz się skupić na sobie.
-Natalie!-krzyknąłem. Morderczą powagą wyraziłem sprzeciw. Żadne moje słowo było w tej chwili nieugięte.
-Ale posłuchaj...
-Nie.-odparłem sztywno.-Jeśli ci zależy, jakoś po drodze pomyślimy o mnie.
Kobieta zatoczyła koło oczami, jakby nie chciała jednocześnie ani się mnie słuchać ani za bardzo się narazić. Z głupim poczuciem ją szturchnąłem.
-No ej, droga panno!-zaśmiałem się cicho.
-Co proponujesz?!-spytała drętwo.
-Słucham?!-ogarnął mnie niepokój. Chyba nie wszystko na mojej głowie! Oburzyłem się wyraźnie.
-Co proponujesz?!-powtórzyła Galaxy, odzwierciedlając te same uczucia co poprzednio.
Nastała cisza. Pustka; foch z obu stron.
-Chyba tak odrobinę tracimy czas-przerwała milczenie kobieta.-Miałeś rację, że trzeba zjednoczyć siły, lecz nie waż się mówić, że tylko mnie uratujemy. Podobnie jak poprzednio możemy użyć mocy, a one zrobią za nas resztę.
-Ja raczej w to coś już się nie przemienię-zauważyłem od razu.
-Tak, ale...-powiedziała Natalie lekko przekręcając głowę i napełniając swoje spojrzenie mądrością oraz nutką pewności siebie.
Pokiwałem na znak niezgodności głową. O co jej chodziło?

<Natalie? Co to za jakieś tajne szyfry? XD>

środa, 22 marca 2017

Od Tantum'a C.D Tytani

Zanim jeszcze żelazna blacha walnęła w sam środek mojego łba próbowałem obronić się rękami-na próżno. Wyczułem jakby na tarczy była dodatkowo jakaś substancja, gdyż zasnąłem niczym niemowlak-jednak do czasu.
Wyrwałem się ze snu lub lepiej abym to nazwał "nieprzytomnością", był sam środek operacji. Mężczyzna, którego jeszcze zbytnio dobrze nie znałem majstrował coś przy moim ciele. Nie godziłem się na takie coś.
-A zabieraj te łapy!-krzyknąłem, po czym gwałtownym ruchem wyrwałem się i zeskoczyłem z łóżka.
Nie myślałem. Kierowała mną intuicja, podpowiadała taką właśnie decyzję i ja nie umiałem jej się nie skusić. Przy tym skoku z rąk jegomościa wypadły różnorodne przybory lekarskie, które zrobiły swoje; nasiąknięte krwią spadły na ziemie lub poszkodowały dłonie "lekarza", ale nie jakoś poważnie, bardziej narobiły zamieszania. Jak strzała, wybiegłem z domu. Biegnij, biegnij, biegnij-mówiły mi myśli, a ja niczym sługa się ich słuchałem. Silnym kopniakiem wyważyłem drzwi (no może jeszcze trzymały się w zamkach, nie zwróciłem zbytnio na to uwagi). Tak czy inaczej zostawiłem je rozwarte na oścież.
-Będziesz stała jak głupia!?-prychnął ten co mnie operował, kierując słowa do kobiety stojącej obok i chichrającej się pod nosem.-Leć za nim!
Kiedy przed oczami przeleciał mi obraz tej postaci po woli wszystko zaczęło mi się przypominać. Próbowałem sobie poukładać wydarzenia. Nie chciałem mylić jawy z rzeczywistością. Zaświtało mi, że ktoś mnie chyba poparzył. Odwróciłem się. Czegoś mi brakowało, ale to wcale nie była goniąca mnie wadera. Nie miałem... OGONA! Znajdowały się odpowiedzi na moje pytania. Nie było jednak czasu filozofować. W pościgu za mną ruszyła dziewczyna, ta która wyczyniła mi tą krzywdę. Dodałem gazu, nie zbaczając na to co mi tam z tyłu zwisa. Czułem jak powoli ktoś zaczyna mnie doganiać. To uczucie w dalszym ciągu wzrastało i wzrastało. Niedługo biegliśmy na tej samej linii. Co z tego jak wiedziałem, że nie ma szans mnie złapać. Ciekawy byłem co wykombinuje, bo jakieś takie dziwne było, iż ciągle się przybliżała. Wkrótce biegła zgarbiona. Teraz już wiedziałem co się święci.
-Nie próbuj na mnie wskakiwać!-warknąłem ostrzegawczo, ale to na niej nie zrobiło zupełnie wrażenia.
-Nie dajesz mi innego wyboru-powiedziała niebywale spokojnie.-Albo się zatrzymasz albo...
-Śnisz!-zaśmiałem się do siebie.
Szczupła wilczyca rzuciła się na mój grzbiet. Łapami próbowała przyciągnąć mnie do ziemi. Nie mało miałem na koncie takich ataków, więc wiedziałem jak się przed takim czymś bronić. Potrząsnąłem się z całej siły co już zrzuciło waderę, lecz dalej się jakoś trzymała. Dalej wykonałem mocne odbicie dzięki czemu wylądowała na grzbiecie, a ja ruszyłem ile sił w łapach do chałupy. Nawet nie śmiałem się odwrócić. Minąwszy część lasu byłem u progów swojego domu. Miałem zaledwie parę metrów do wejścia budynku. Akurat znalazła się okazja aby obejrzeć ranę. Zatkało mnie. Jakiś prototyp ogona, czy to może moja kość? Już nie wspomnę o cieknącej ze wszystkich stron krwi. Bandaże, igły, nici? Pojąłem, że w takim malutkim 1% ta pomocy była potrzebna. Bez wahania przybrałem postać mężczyzny. Wpadłem do środka, zamykając jak szaleniec za sobą drzwi.
Zapaliłem zapałkę, którą podpaliłem gruz. Tak powstało niewielkie ognisko. Położyłem garnuszek z wodą, aby się zaparzyła na herbatę. W oczekiwaniach, jak głupi przyglądałem się temu "nieziemsko ciekawemu" zjawisku. Kiedy pojawiły się bąbelki do glinianego kubka wsypałem ziółka, następnie zalałem je przezroczystym płynem. Picie powoli nabierało kolorów. Wziąłem kupek za "uszko" i usiadłem na krześle. POPRAWKA! Chciałem usiąść, ponieważ nie przypuszczałem, iż nie będę w stanie dokonać tak prostej czynności. Z bólu, oprócz przeraźliwego pisku, który z siebie wydałem pyszniusieńka herbata się na mnie wylała. Chciałem zmienić ubranie, kiedy jednak spojrzałem na dół miałem na sobie jedynie bokserki, czyli piżamę. Położyłem się pełen załamania na łóżku. Jak tylko przypomniałem sobie co się stało począłem walić głową o ścianę.
Uderzyłem się w policzek. Dość, to była pora żeby się ogarnąć. Założyłem na siebie normalne części garderoby. Teraz problemem był ten chole'rny ogon i zarazem ta chole'rna kość ogonowa.
W pewnym momencie usłyszałem pukanie do drzwi. Przez chwilę wahałem się czy otworzyć czy nie, ale w końcu jednak je uchyliłem. Do chaty weszła kobieta, ta sama co przemieniła się w waderę i za mną biegła.
-W czym mogę pomóc?-spytałem marszcząc brwi.
-Tak sobie wpadłam. Trochę się spóźniłam, bo po drodze zapolowałam na co nieco, ale chyba zbyt dużo mnie nie ominęło? Widzę się przebrałeś.
-Po co przyszłaś? Nic mi nie jest.
-Jesteś ciekawą osobą, nie jest z tobą nudno.
-Dla mnie ty jesteś zbyt interesująca i przebywanie z tobą jest aż za bardzo ryzykowne!
Kobieta zaśmiała się. Taką miłą pogawędkę przerwało wejście nowego przybysza. Był to nijaki lekarz.
-Delikatnie czy mocno?-spytał. W jego rękach błyszczała potężna tarcza, a w torbie miał przybory lekarskie.
Nie zdążyłem otworzyć ust, kiedy mężczyzna przypie'rdolił mi z całej siły. Już nawet nie wiedziałem w jaką część ciała. Niewątpliwie bolało!...

<Tytania?>

piątek, 17 marca 2017

Od Tantum'a C.D Natalie

Zostawiwszy Natalie samą wyruszyłem do króla. Kiedy kobieta spała spakowałem do plecaka zioła na wszelki wypadek i bandaże w razie gdyby tym razem strzała przebiła moje wnętrzności. Chciałem być przygotowany, liczyłem się z ryzykiem odnalezienia przez Hughol'ów. Uznałem, że i tak ranna powinna leżeć, a nie faszerować się lekami, które by cholerę dały. Jeśli chodzi o opatrunek, był schowany na górnej półce, bo przecież nie wziąłbym wszystkiego. Myślałem o niej przez część drogi. O tym co teraz mogła robić, o jej kolorowym ubarwieniu, o tym jak chciała iść... ale nie dałby rady! To było zbyt ryzykowne. Może zatrzaśnięcie drzwi na klucz było niekonieczne, lecz teraz miałem pewność, ze o ile nie poczuje sie lepiej i nie wyważy drzwi będzie bezpieczna. Kiedy przemyślałem to zdanie intuicja kazała mi zawrócić. Czułem jakby miało wydarzyć sie coś złego. Tylko co? Chyba rozwalenie drzwi nie pasowało do tak drobnej i porządnej dziewczyny. Ale kto wie? Nie, byłem za daleko żeby się cofać. Kierując się leśną drogą lub tzw. "kocimi łbami" dotarłem pod zamek przywódcy- na terenach TreantForrest. Wziąłem leciutki zamach i zapukałem do drzwi. Uchyliły sie, a w przejściu stał Avaresh. Był bardzo zdziwiony moim przybyciem.
-Co cię tu sprowadza?-spytał.
-Chodzi o Przymierze-zacząłem.
-Mów dalej.
-Dziś widziałem stado Hugholi. Złapali Natalie do klatki, chcieli ja upiec. Udało mi sie z trudem ją odbić. Sadze, ze chyba nie mamy z nimi najlepszych relacji. Trzeba temu jakoś zapobiec, nie uważasz?
-Oj, nikt nie ma z nimi dobrych relacji...-przychnął Avaresh.-Gdzie ich widziałeś?
-Jak sie zastanowię to chyba na zachód od tego miejsca. Około 10 km...Co zamierzasz zrobić?
-Dobrze wiem o ich istnieniu i także na temat, iż znajdują się na naszych terenach. Jak wiesz to oznacza wojnę. Narazie jednak muszę jeszcze wszystko obmyśleć, bo to na prawdę nie będzie łatwa bitwa.
-Aż tak źle?
-Hughole to jedne z najpotężniejszych i najniebezpieczniejszych stworów imperium. Muszę naprawdę sie nagłowić, ponieważ opcji takiej jak "klęska" nawet nie biorę pod uwagę.
-W takim razie nie będę się już dopytywał. Przyjdę jutro po południu.
-W porządku.-odparł król, a gest jego dłoni pokazywał ze zamierza zamknąć drzwi, zanim jednak zatrzasnął mi je przed nosem kultura o sobie przypomniała.-Chcesz wejść do środka?-spytał w dość nieodpowiednim momencie.
Jak to na prawdziwego honorowego człowieka wypadało by zaprosić gościa, ale już było po ptakach. Odmówiłem propozycji i wyruszyłem w drogę powrotna. Cały dystans zastanawiałem sie nad strategią Avaresha. Był przytłumiony informacją. Znaczy zdawał sobie ze wszystkiego sprawę, ale musiał mieć jeszcze sporo innych rzeczy na głowie. Sam tez zastanawiałem sie jaki moglibyśmy mieć plan, lecz tych bestii było tak dużo i były tak silne, ze wilkolaki nie dałyby im rady. Chyba, ze w grę wchodził spryt.
Nagle ni z tego, ni z owego poczułem zapach stworów. Z każdym krokiem bardziej intensywny. Chciałem sie zawrócić, ale z tamtąd tez dochodził smród. Pojdołem w końcu, ze mnie okrążyli. Szybko ich mordy zrobiły sie wyraźne, a chodzenie w moim kierunku było zapewne umyślne.
-Zastawileś braci co? Kurbarg nam o wszystkim powiedział. Myślałeś, że wyjdzie ci to wszystko na sucho?! Myliłeś sie mój drogi oj, myliłeś!-to powiedziawszy jeden z potworów z całej siły przywalił mi w twarz.
Potem drugi i trzeci i czwarty. Każdy, który podchodził wyrządzał mi jakaś krzywde. Niby mogłem sie bronić, lecz prędko dwie umięśnione kreatury złapały mnie za barki i mocno przytrzymując pozwalały innym mnie tłuc, lać, kopać, szarpać...
-Dość!-krzyknął nagle najsilniejszy z całej załogi.-Podszedł do mnie, kazał tym, którzy mnie trzymali puścić. Puścili. Upadłem na ziemie. Spodziewałem sie słowa zrozumienia, a poczwara tylko jeszcze bardziej sie nade mną znęcała. Zadawała ciosy pięściami. Łatwo jest bić słabszego, co? Z wyczerpania nie miałem jak unikać ataków. Straciłem przytomność. Otworzyłem oczy dopiero następnego dnia. Nie byłem zbytnio zdziwiony, ze leżałem w klatce. Cieszyłem sie, iż przynajmniej Natalie się nic nie stało i teraz wyleguje się w domu lub zdrowieje.

<Natalie?>

sobota, 4 marca 2017

Od Tantum'a Do Tytani

Zsunąłem się w wąskiej gałęzi. Otóż leżałem na drzewie. Nie wiedziałem dlaczego i jak to wszystko się zaczęło. Tak "wisząc" próbowałem sobie wszystko przypomnieć i ułożyć wszystko po kolei. Pustka. "Nie ważne"-jęknąłem sam do siebie. Uznałem, że lepiej stąd się zmywać. "Najwyżej później dowalę temu kto mi to zrobił"-pomyślałem. Zdjąłem nogę na niższy stopień. Trochę zajęło aż byłem na ziemi. Narobiłem sobie mnóstwo zadrapań. Kiedy nie miałem już powodu by się przejmować znalazł się kolejny problem. Byłem ubrany jedynie w piżamę. Może nie przywiązywałem uwagi do drobiazgów, ale to był szczyt. Zmieniłem się w wilka, bo wtedy nie miałem na sobie ciuchów. Znalazłem drogę do domu. BA! Znalazłem skrót! Przymknijmy oko, że prowadził po trochę hardkorowej drodze... Zbliżałem się już w stronę domu, kiedy nagle jeb... Oberwałem ciosem w ogon.
-FUCK!-wrzasnąłem.
Przybiegła do mnie postać o długich, zadbanych, falowanych włosach, przeciętnego wzrostu dla kobiet. Odziana była w lśniące, czarne szaty. Jej dłoń zabłysnęła jeszcze niebieskimi promieniami po czym niecodziennego koloru ogień zgasł.
-Nic ci nie jest?-spytała, a jej oczy nasiąkły przerażeniem, zaraz jednak znalazła wytłumaczenie.-Bo wyglądałeś w tym gąszczu jak...
-Ch0lera, nie obchodzi mnie to! Rozwaliłaś mi cały ogon! Nie mam czasu na wyjaśniania!-darłem się na cały las.
-Zobaczę co da się zrobić...-odparła nieznajoma.
Podeszła do mojego ogona.
-O nie! Nie! Nie!-krzyknąłem, kiedy przybliżyła się do okolic koło moich czterech liter.
-Przecież nie patrzę na to co masz pod ogonem! Pokaż mi to! No!-warknęła dziewczyna, na co ja przemierzyłem ją wzrokiem.
-Nie-odpowiedziałem krótko, głosem który miał być nieugięty.
-Tak czy inaczej nie mam przy sobie potrzebnych przyborów... Muszę cię zaciągnąć do siebie. Ale ciesz się, że operować cię będę ja, a nie ktoś inny-odparła dziewczyna i puściła mi oczko.
-Prędzej świnie zaczną latać niż ty mi będziesz kręcić się sama wiesz gdzie...-prychnąłem, kiedy poczułem, iż przez ogromny ból zaczynam zmieniać się w człowieka.
Od razu przypomniał mi się obciachowy strój. Wkrótce leżałem w piżamie i nie wyglądałem zbyt ciekawie...
-Dobra, to co się wydarzyło między nami, zostaje między nami!-skomentowałem, a powieki ze zmęczenia ulegały zamykaniu.
Poczułem jak kobieta ciągnie mnie za nogi. Próbowałem sam iść, ale nie było nawet mowy abym wstał z miejsca. Takiego upokorzenia nie czułem całe życie. Miałem ochotę zapaść się pod ziemie. Mało powiedziane, wstyd mi było do tego stopnia, że zakryłem rękami twarz, a i tak nikt oprócz mnie i tej dziewczyny nikogo nie było. Niedługo straciłem przytomność. ZA dużo wrażeń! Kiedy otworzyłem oczy byłem w dziwnym, nieznanym mi miejscu. Koło mnie siedziała dziewczyna. Czyli to nie był sen... a najgorsze, że operacja była jeszcze przede mną.

<Tytania? Wybacz za długość... w sensie długość opowiadania żeby nie było>

środa, 1 marca 2017

Od Tantum'a C.D Natalie

Po samym tonie głosu dziewczyny wiedziałem, że była w niebezpieczeństwie. Znajdowała się daleko, na oko gdzieś 5 kilometrów dzieliło nas od siebie, a wcześniej było to zaledwie 60 metrów. Dźwięk ucichł, ale byłem w stanie ją odnaleźć. Jako, że moim plusem było obeznanie w terenie miałem trochę łatwiej. Obmyślałem co mogło się zdarzyć, jednocześnie we wcieleniu wilka wytężałem mocno zmysły. Ha! Zmieszane zapachy! Ktoś, a raczej coś musiało ją zabrać. Przyglądałem się bliżej miejscu zbrodni. Ślady krwi. "Nie jest dobrze, mogłem ja zagonić te idiotyczne zające"-pomyślałem z wyrzutami sumienia. Przynajmniej jako tako miałem wytłumaczenie na wcześniejsze wydarzenia. Biegłem truchtem. Rozglądałem się na prawo i lewo. Nieraz musiałem się czołgać. Wkrótce poczułem bardzo wyraźnie Natalie. Podsumowałem, że ten kto ją zabrał musiał być w pobliżu. Z zachowaniem ogromnej ostrożności przeszedłem przez gęste krzaki. Spostrzegłem dużą klatkę. Chwilę później znajoma mi twarz się odwróciła. Mnóstwo ran i zmęczenie, aż zrobiło mi się jej żal. Położyłem palec na ustach na znak żeby się nie odzywała. Spostrzegłem dziwaczne istoty rozpalające ogień. Wdały się akurat w pogawędkę i miałem okazje jakoś zaradzić. Tylko jak? "Raz kozie śmierć"-pomyślałem-"bez ryzyka nie ma zabawy. Trzeba zaryzykować". W tym wypadku podstęp był konieczny, dlatego też skorzystałem z mocy. Przemieniłem się w jedną z piekielnych stworów.
-O kurwa!-warknąłem gdy przybrałem postać tak obrzydliwą.
Za moimi plecami zwisał ogon i to jeszcze jak potężny! Próba zamerdania skończyła się rozwaleniem drzewa.
-Sprawdź co się tam dzieje!-rozkazał jeden upiór do drugiego, gdyż spowodowałem ogromny hałas.
Ohydna kreatura zbliżała się w moim kierunku. Nerwowo próbowałem zachować spokój, nie być zbyt miłym... nawet nie miałem pojęcia jak się zachować! Westchnąłem głośno. "Co ma być to będzie..". Mocny cios ręki odsłonił liście, za którymi stałem
-Bliźniego nie poznajesz?!-krzyknąłem z oburzeniem.-Oferma!-skomentowałem i próbowałem dojść do zbiorowiska.
Trudno było mi się przyzwyczaić do tak obrzydliwego cielska. Kuśtykałem, lecz pod wpływem emocji chyba nie było to widoczne. Wzrok zawodził. Przez te okropnie duże białka czasem nie dostrzegałem nic poza mgiełką. Głos też nie był najpiękniejszy. Brzmiałem jakbym przeszedł nie jedną, a parę mutacji, z których każda faza zmieniała brzmienie na bardziej męskie.
Stanąłem przed paleniskiem, wciskając się w wolne miejsce.
-Widzę niezły łup bracia-rzekłem pokazując gestem na Nat.-Powiem wam jednak, że widziałem dzisiaj większego i bardziej potrzebnego nam wilkołaka.
"Braciom" zaświeciły się oczy. Od razu któryś sięgnął po strzały i łuk.
-Gdzie to było?-spytali.-Nie ma czasu do stracenia Prowadź!
-Na wschód... Ale nie możemy zostawić tej dziewuchy samej. Zostanę popilnować...
-Czekaj czekaj!-przerwała mi bestia, odpowiedzialna za kierująca wszystkim. Nie zamierzała się nigdzie śpieszyć. Podchwytliwie i wrednie mnie mierzyła wzrokiem.-Kim ty w ogóle jesteś?! Wywyższasz się, a ja nawet z twarzy cię nie poznaje!
Kpiące spojrzenia przechodziły mnie od góry do dołu.
-Nie to nie!-prychnąłem.-Przyszedłem w dobrej wierze, ale...
-Zamknij gębę!-syknął przywódca.-Nie ma czasu do stracenia. Ty i Kurbarg pilnujcie wilczycy, załoga idzie zapolować. A kiedy wrócimy... ach... pozbędziemy się tych wilkołaków. Będzie mięso i skóra, będą ginąć w torturach... oj, jak ja się nie mogę już doczekać tych wrzasków! Lecz jeśli nas oszukałeś i nie będzie zdobyczy marny twój los-na te słowa wszystkie bestie zaklasnęły w dłonie, pod przymusem też udawałem zachwyt.
Po zaledwie paru minutach opuścili teren i poszli tropić wilkołaków. Z doświadczenia wiedziałem, że w tym lesie żaden basior ani wadera nie chodzi na wschód. Teraz jedynym problemem był nijaki Kurbarg. Gwałtownie odwróciłem się do Natalie, bo długo nie badałem jej stanu. Leżała zwinięta. Drgała z bólu.
-Też lubię patrzeć na ich cierpienie!-odezwał się potwór.
-Czyż nie jest to cudowne?-spytałem retorycznie, lecz podświadomość kazała mi coś zrobić, a nie rżnąć głupa.
Po krótkich przemyśleniach, szatański pomysł wkradł mi się do głowy.
-Ej widzisz to ptaszysko?-krzyknąłem sięgając po nieswój łuk.
-Nie... czekaj, muszę się przyjrzeć...-w tym momencie wycelowałem strzałą w łeb towarzysza.
Upadł. Przybrałem postać człowieka. Jaka ulga! Podbiegłem do klatki z Natalie.
-Słyszysz mnie?-spytałem z troską.-Już dobrze.
-Mhm...-szepnęła niewyraźnie.
Otworzywszy klatkę wziąłem dziewczynę na ręce.
-Jeśli słyszałaś cokolwiek na swój temat gdy byłem w postaci tej paskudy to nie prawda...-począłem się tłumaczyć, lecz dziewczyna była nieprzytomna i nie słyszała tego co mówię.
Zauważyłem poważne rany. Aby zahamować krwotok zdjąłem mundur, a nim obwiązałem ociekające krwią plecy. Zostałem w samej koszuli. Prędkim krokiem, przeplatającym się z biegiem zmierzałem ku domowi.
-Zdrajca! Zdrajca!-darł się stwór, który pod wpływem zadanego mu ciosu umierał.-Niech cię klątwa spotka!
Nikt poza mną nie usłyszał jego wołania. Aby uniknąć pościgu, czyli powrotu całej armii, która mogła bez problemu pozbawić mnie życia przemieniłem się w wilka i zarzuciłem dziewczynę na barki. Po około 20 minutach dotarłem do chałupy. Wtedy stan rannej się polepszył.
-Tantum-mówiła ze wzruszeniem-chyba narobiłam trochę kłopotów, ale nie przejmuj się mną. Twoje ubranie bardzo dobrze odgrywają wolę bandażu!
-Musimy sprawdzić  co to były za bestie w lesie-powiedziałem stanowczo, nie wdając się w pogawędkę.
Wyciągnąłem z półki grubą księgę o różnych nadprzyrodzonych istotach. Natalie usiadła obok mnie. Przerzucaliśmy kartkę po kartce bez rezultatu. Nareszcie po długich poszukiwaniach udało się znaleźć stwory.
-Mamy ich-oznajmiła Galaxy.- Ich plemię to H-u-g-h-o-l...

<Natalie?>

czwartek, 23 lutego 2017

Od Tantum'a Do Natalie

Obudziłem się około dziesiątej, był to nawet w porządku wynik, gdyż położyłem się o trzeciej. Nie moja wina, że jakaś zwierzyna ciągle biegała koło mojej chałupy. Zrzuciłem z siebie niedźwiedzią skórę i podszedłem do półki z ubraniami. Przytrzymując nogami wypadające ciuchy wyjąłem z dna mundur i spodnie. Szybko zarzuciłem je na siebie i wyszedłem.
Chciałem zabić jakiegoś zająca, ale dziwna melodia przykuła moją uwagę. Dochodziła z głębi lasu. W sumie miałem po drodze, więc idąc tym tropem coraz wyraźniej słyszałem dźwięk. Był to śpiew. Kiedy byłem już wystarczająco blisko zauważyłem właścicielkę głosu. Stała przede mną dziewczyna. Niewątpliwie kobieta. Choć widziałem ją od tyłu byłbym idiotą gdybym nazwał ją mężczyzną. Wyróżniała się smukła figura i piękne długie włosy, niecodziennego koloru. Kiedy wyczuła moją obecność szybko się odwróciła. Na jej delikatnej twarzy pojawił się rumieniec.
-Nie ma się czego wstydzić-zaśmiałem się cicho.-Ładnie śpiewasz.
-Dzięki-odparła wciąż zawstydzona dziewczyna-nie starałam się zbytnio.
Po jej wypowiedzi nastała chwilowa cisza. Nie od razu krępujący moment, po prostu chwila, która nie była wypełniona rozmową. W przeciwieństwie do innych nie czułem się przy takim milczeniu źle. Mogłem i z nikim nie gawędzić dzień i noc, a nawet trochę bym się nie przejął. Czyny robią nas wartościowymi przecież, a nie słowa.
-Dlaczego ukrywasz swój talent, zamiast się nim przed wszystkimi chwalić?-spytałem, bo znając niektórych ludzi by to od razu wykorzystali.
-A komu mam się popisywać?-odparła pytaniem na pytanie.
-Mi możesz!-odpowiedziałem szybko, a lekko szatański uśmiech zawisł na mojej twarzy.
-Ee... Wątpię aby chciało Ci się tego słuchać, chętniej ja pooglądam twoje talenty-powiedziała, tym samym też zamknęła temat, bo od razu znalazła inny.-Tak w ogóle jestem Natalie.
-Ja mam nieco bardziej oryginalne imię; Tantum-przedstawiłem się.-Ej, idziesz ze mną zapolować na zająca?-zaproponowałem, bo brzuch już dawał o sobie poznać.
-Jasne jak słońce!-przytaknęła
-To chodź tędy, znam miejsce gdzie jest ich wiele!
To mówiąc przemieniliśmy się w wilki. Szedłem przodem. Niebawem na polanie ukazały się bielutkie zwierzątka. Były bardzo szybkie, tak więc trzeba było je jakoś przechytrzyć, a nas była dwójka. Ustaliliśmy strategię. Ja miałem stać w ślepym zaułku, a Natalie miała je tam zagonić. Rozdzieliliśmy się. Cierpliwie czekałem na to by wykonać to na co się umawialiśmy. Chwile mi się dłużyły i dłużyły. Czułem, że coś było nie tak. W końcu moje oczekiwania dobiegły końca. Ruszyłem w poszukiwaniu wadery. Nie było ani śladu jej ani zajęcy. Nie uwierzyłem, że dziewczyna mogła mnie wystawić i wziąć zdobycz tylko dla siebie.
-Natalie?!-wołałem-NATALIE! NATALIE! JESTEŚ TAM?
-Tantum...-usłyszałem ciche wołanie.
-Co się dzieje? Gdzie jesteś?-krzyczałem, bez odpowiedzi.-No do cholery jasnej daj jakiś znak życia!

<Natalie?>

sobota, 18 lutego 2017

Tantum Harvey

R a n g a: Rekrut

W ł a ś c i c i e l: Kokoszanel (howrse)

Trenuj do końca, do upadłego, 
walcz mimo wielu ran, 
życie to walka, 
którą jeśli wygrasz,
wygrasz wszystko co Ci się zapragnie
I m i ę: Tantum, po łacinie oznacza "jedyny"
N a z w i s k o: Harvey
P s e u d o n i m: -
P ł e ć: basior, mężczyzna
T e r e n: Royal Defence
R a s a: wilkołak czystej krwi
C h a r a k t e r: Tantum to basior o niewinnej twarzy, pod którą znajduje się duch wojownika. Na ogół jest spokojny, lecz nie pozwoli sobą pomiatać. Potrafi mocno zranić zarówno fizycznie jak i psychicznie. Czasem gdy dostanie szału robi coś co potem żałuje, jednak nie jest w stanie buntować całej grupy przeciwko jednej osobie. Bywa bardziej chamski sam na sam. W grupie woli nie robić z siebie debila tylko wygarnąć komuś na osobności. Ceni sobie swobodę. Jak coś mu się nie podoba wali prosto z mostu, potrafi być szczery do bólu, a nawet bezczelny. Co prawda wykonuje sprawnie i bezproblemowo polecenia dowódcy, aczkolwiek innym nie daje sobie rozkazywać. Żadko kiedy kogokolwiek się słucha, ale to dlatego, że umie o siebie zadbać i nie potrzebuje niczyjej pomocy. Zdarza się, iż nawet kpi z rad przyjaciół, którzy mają dobre chęci. Prawie nigdy nie pyta nikogo o zdanie, myśli, że o wiele lepiej działać samemu. Jednak szanuje kumpli, choć chwilami ma ochotę ich rozszarpać. Cechuje go też dorosłość, nie robi głupich żartów, nie wierzy w plotki ani nie czuje dystansu do wader/kobiet. Nie przepada za osobami nerwowymi, on lubi działać spontanicznie, a nie kierować się planem, który i tak w pewnej chwili się zawali. Może i prawda, często obmyśla strategie, ale nie wpada w furię gdy przebiej wydarzeń się lekko pozmienia. Trudno nawiązuje nowe znajomości. Często czuje potrzebę dominacji przez zdarza się, że nie innym przypada do gustu. Szczególnie w przypadku basiorów/męższczyzny, ponieważ płci pięknej nie zrani. Jeśli chodzi o związki na początku sprawia wrażenie niedostępnego, lecz gdy już kogoś naprawdę pokocha nie opuści i będzie bronić narażając własne życie. Jest niezwykle odważny i mało rzeczy, pobudza w nim strach. Także pewny siebie, gdy podejmie jakąś decyzje jest nieugięty. Stawia na swoim i prawie nigdy nie zmienia zdania. Napewno z nim nie będzie nudno. Zawsze ma jakieś przygody, które nie zaprzeczy, bardzo lubi. W przypadku gdy popełni błąd bierze wnioski i drugi raz tego samego nie uczyni. Kiedy ma problem zamyka sie w sobie. Często uśmiecha się i wydaje się, że jest w świetnej formie, a naprawdę w środku przeżywa dramat. Nie jest w stanie zostać zdrajcą, wręcz brzydzi się takimi ludźmi. Znajomość z nim może doprowadzić do czegoś wielkiego, ale też nie wykluczone, że wcale nie odzwierciedli się pod dobrą postacią. Do odważnych świat należy, twój wybór czy zadecydujesz się podjąć wyzwanie i spędzić z nim niezapomniany czas
Z m i a n y: Niegdyś był brązowy i nieco mniej potężny
M o c e: Wilk ma zdolność do czytania cudzych myśli. Nie potrafi tego użyć od tak, wychodzi mu tylko gdy jest w pełnie skupiony i ma poważny powód. Drugą mocą jest zamiana w dowolne coś. W przedmiot, w zwierze, w człowieka, w ciało niebieskie... we wszystko co tylko kiedykolwiek zobaczy. Niestety ta umiejętność ma swoje minusy. Otóż Tantum może korzystać z niej TYLKO raz w tygodniu na co najwyżej jeden dzień. Trzecią, najlepiej opracowaną i zarazem ostatnią mocą jest podwojenie siły. Szczególnie służy mu to podczas walki. Może wtedy zadać dwa razy silniejsze ciosy, a z racji tego, że już i tak bardzo dobrze walczy jest prawie nie do pokonania.
S t a n o w i s k o: wojownik
W i e k: 18 lat, 7 września
C e c h y c h a r a k t e r y s t y c z n e: Bardzo duża siła, to jest najbardziej wyróżniająca się cecha. Świetnie walczy mieczem, a także na wierzchowcu, więc chyba nie muszę wspominać, że jazda konna to dla niego błahostka. Nie zwraca uwagi na drobiazgi, czasem zdarza się, że zapomina o kulturze, lecz nie mylmy go z chamem. Zachowuje godność i stara się być honorowy. Śledzenie innych to nie dla niego. Jest wytrzymały. Długie wędrówki to coś dla niego. Niestety każdy ma też swoje słabe strony. Jego mniej opanowaną czynnością jest bieganie, bo nie potrafi zbyt szybko i trochę brakuje mu zwinności.
R o z p o z n a w a l n o ś ć: basior nosi na szyi wiele piór i naszyjników, dlatego łatwo rozpoznać go na odległość, jako człowiek jedynie wyróżniają się białe włosy.
W y g l ą d: Biały wilk, o długich uszach. Oczy błękitne, blizna na brzuchu. Ma umięśnione ciało, wyróżnia się silna szczęka i mocne, długie łapy. Jest wysoki, na ogół wyższy od rówieśników. Po przemianie w człowieka zamienia się w mężczyznę o niewinnym wyglądzie, jednak to tylko pozór. Czasem ta niewinna twarzyczka potrafi zmienić się w pełną nienawiści mordę.
O r i e n t a c j a: heteroseksualny
Z a u r o c z e n i e: Nie zdradzi, ale jedna wadera przykuwa jego uwagę
H i s t o r i a: Tantum urodził się w czasie wojny. Przeżył jako jedyny z całego swojego pokolenia. Dlatego właśnie matka nadała mu to imię. Jednak nie było tak kolorowo. Parę dni po urodzeniu został przetransportowany do innej watahy. Tam dorastał i przez całe życie wciskali mu kit, że to właśnie jego rodzina. Uwierzył w to. Nic nie podejrzewał. Żył normalnie, dokładnie tak jak inni. Uczył się władać mieczem i jeździć konno. Szybko zobaczono w nim spory potencjał i nawet chcieli zrobić z niego przywódcę, kiedy nagle z dalekich stron przyszedł prawdziwy ojciec Tantum'a. Opowiedział mu całą prawdę, która też nie była godna podziwu, bo wojna trwała już tylko rok, a nie 17 lat. Chłopak dostał furii. Zbuntował się i jako, że był młody oraz głupi nie był w stanie zaakceptować tego jakim brakiem szacunku wykazał się ojciec i jak oszukiwała go cała wataha. Nie wierzył w to co się stało. W noc po dowiedzeniu się o szokującym fakcie postanowił uciec. Spakował rzeczy w plecak, wsiadł na konia i najszybciej jak to było możliwie gnał przed siebie. Jechał tak parę dni robiąc przerwy tylko ze względu na odpoczynek dla rumaka. Kiedy był już wystarczająco daleko znalazł opuszczoną chałupę. Nie była w najlepszym stanie, ale mu to odpowiadało. Zostawiwszy rzeczy w domku, a wierzchowca puściwszy wolno na pole, nie miał już na co czekać, chciał dać sobie trochę odpocząć od tego ciągłego bycia nudnym, pełnym intryg człowiekiem. Był odpowiedni czas by przemienić się w zwierze. We wcieleniu wilka spędził parę miesięcy (to zawsze go uspokajało). Stał się bardziej dziki. Dopiero po upływie kolejnych miesięcy nabrał więcej spokoju i pogody ducha, ale nie był już w stanie wrócić do domu. Postanowi dołączyć do jakiejś innej watahy.
C i e k a w o s t k i: Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie hehe
O c e n a: 0/0
G ł o s: 

Intelekt:40
Wytrzymałość: 50
Siła:100
Zwinność: 10
Bonusy: -