Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tytania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 marca 2017

Od Tytanii C.D Tantum

- Może chcesz małą dawkę znieczulenia? - zapytała Tytania ze złośliwym błyskiem w oku, wyciągając ogromną, żelazną tarczę. Wycelowała prosto w czubek głowy białowłosego wilkołaka, aby wziąć zamach i z precyzją uderzyć w sam czubek łba.
- M-może podziękuję. - wyjąkał chłopak, odsuwając się od dziewczyny.
Można powiedzieć, że nasza wadera jeszcze nigdy w życiu się tak nie uśmiała, jak tego dnia. Nieznajomy wydawał się całkiem ciekawym obiektem, a jego reakcja, kiedy Tytania podpaliła mu ogon była po prostu bezcenna.
Vipera nie było obecnie w jej domu, dzięki czemu mogli zyskać dla siebie trochę czasu. Owszem, to dziewczyna miała zająć się swoim rannym przybyszem, jednak bez pomocy swojego brata po prostu nawet nie da rady rozciąć mu tego ogona. Kobieta wstała z łóżka chłopaka, aby przynieść mu coś do picia. Nie pytała nawet, czy jest spragniony, czy nie. Po prostu musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie, ponieważ nie miała ochoty długo rozmawiać z nowo przybyłym gościem. Czysta woda skończyła się, więc Lalkarka zmuszona była wyjść na dwór i skierować się do pobliskiego strumyczka, aby napoić przybysza.
- Nigdzie sie nie ruszaj. Jeżeli to zrobisz, oberwiesz tą tarczą od mojego brata, bo ten nie lubi, kiedy mu pacjenci uciekają z domu. A uwierz mi, jest on silny i szybki, dzięki czemu łatwo cię dogoni i łatwo ci przywali.
- Rozważę to. - mruknął ponuro białowłosy.
Kiedy Tytania zaczęła swoją wypowiedź, chłopak zastanawiał się nad planem ucieczki, lub wrzuceniem brązowowłosej do pobliskiej szafy, zatrzaśnięciu drzwiczek i dopiero potem o ucieczce. Kiedy jednak usłyszał groźby po adresem Tytani, lekko się zniesmaczył. Na pewno wrzucenie jej do szafy już nie wchodziło w grę..
Kobieta wyszła z domu, a aby zabezpieczyć swojego "podopiecznego" zamknęła drzwi na klucz, który wrzuciła sobie do jednej z sakiewek. W jednym przypominała swojego brata. Zmieniła się w wilka i wzięła do pyszczka wiadro, po czym szybkim truchtem skierowała się w stronę jeziora.
Nie było ono daleko, więc Tytania szybko uporała się z zadaniem przyniesienia do chaty wiadra pełnego przeźroczystej cieczy. Kiedy jednak była przy drzwiach, usłyszała z wnętrza domu niepokojące dla niej dźwięki. Oznaczało to tylko jedno - Viper przyszedł i najwidoczniej nie był zadowolony z faktu, że ktoś kręci się po jego domu w piżamie.
Wadera wypuściła wiadro z pyska, cofnęła się kilka kroków i skoczyła na drzwi, które w wielkim hukiem upadły na ziemię. Taki był jej epicki wstęp.
- VIPER! TO NIE BYŁO TO, NA CO WYGLĄDAŁO! NIC MIĘDZY NAMI NIE DOSZŁO A JA TEMU PICUSIOWI ROZWALIŁAM OGON, WIĘC MASZ MU ZSZYĆ TO I OWO! - zadarła się na cały głos wadera, widząc biało-czarnego wilka niebezpiecznie blisko jej pacjenta, w dodatku gotowego do skoku.
Nieznajomy skrzywił się. Kolejna dawka upokorzenia. Czy ten wilk, który omal go nie zaatakował, myślał, że ze sobą sypiali? Na samą myśl zrobiło mu się niedobrze. Czy wszyscy dookoła musieli być przeciwko niemu? Ile jeszcze upokorzeń będzie zmuszony nieść, aby wrócić cały w jednym kawałku do swojej przytulnej chaty?
- T-to wasze sprawy rodzinne. - jęknął, okrywając się pościelą. - Dajcie mi wyjść, poszukam medyka, który mi mój ogon naprawi. Naprawdę, lepiej będzie, jeżeli zostaniecie sami i..zrobicie to, co chcecie.
Tytania prychnęła i skoczyła w wilczej formie łóżko białowłosego. Położyła swoją łapę na brzuchu swojego pacjenta, jakby kazała mu w ten sposób zostać.
- Wyluzuj. - prychnęła. - Viper to genialny medyk. Da radę, a jeżeli będziesz współpracował, nie urwie ci jąder.
Tytania nie uspokoiła swoją wypowiedzią nieznajomego. Wręcz przeciwnie. On wyglądał na jeszcze bardziej zniesmaczonego.
- A teraz, bądź grzeczny, zmień się w wilka. - powiedziała uspokajająco.
Białowłosy jednak pokręcił przecząco głową. Nie chciał, żeby wadera była przy całym zabiegu, w dodatku nie był pewny umiejętności jej brata. Właściwie to sam nie wiedział, czy może ufać tej zwariowanej rodzince. Już wystarczy, że siostra omal nie urwała mu ogona. Brat mógłby go dobić i urwałby mu jądra.
Tytania zeszła z łóżka. Wiedziała, że to i tak bez sensu, więc, jeżeli chłopak ma się zamienić w wilka musiała skorzystać z magii brata. Zmieniła się w kobietę i podeszła do swojego brata, który stał, opierając sie o ścianę, już w ludzkiej formie.
- Nie zamierzam mu pomagać. - prychnął i zmierzył kobietę ostrym wzrokiem. - Po jakie g*ówno go tutaj przyprowadziłaś?
Kobieta nie wytrzymała i wycelowała w policzek swojego brata. Kiedy jednak się zamachnęła, aby go uderzyć z całej siły, chłopak zablokował jej rękę. Uśmiechnął się szarmancko w stronę swojej siostry, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało. Wyciągnął z sakiewki kartę "Walet" z której niedawno nauczył się korzystać i podszedł do nieznajomego, siadając przy jego łóżku. Tytania wiedziała, co zaraz się stanie i obserwując z zaciekawieniem swojego brata usiadła na stołku.
Białowłosy wsłuchiwał się w słowa Vipera, a jego oczy powoli zachodziły mgłą. Żądanie zadziałało. Zmienił się w wilka, a kiedy brązowowłosy schował swoją kartę i nieznajomy zdał sobie sprawę z tego, co się przed chwilą stało, Tytania złapała żelazną tarczę, zaszła go od tyłu i z całej siły uderzyła białego wilka w tył głowy. Nieznajomy stracił przytomność, a Tytania nie mogła przestać się uśmiechać.
<Tantum? Nic nie szkodzi, że krótkie, wyszło zajebiste i jestem z ciebie dumna XD>

sobota, 4 marca 2017

Od Tytanii C.D Avaresh

Tytania wzięła po chwili głęboki oddech, zastanawiając się dokładnie, jakiej informacji mogłaby udzielić królowi. Sama nie wiedziała od czego zacząć i co mogłoby pomóc wilkom w starciu z Imperium. Zamknęła oczy i po chwili znowu spojrzała prosto na swojego przywódcę.
- Jeżeli nie będziesz miał, panie, nic przeciwko, to wolałabym zmienić otoczenie. Mogliby nas podsłuchać.
- Gwarantuję ci, że nikt nas nie podsłuchuje, ale jeżeli chcesz, możemy przenieść się gdzieś indziej.
Tytania nie czekając więc na swojego króla wyszła z jaskini i raźnym krokiem skierowała się..przed siebie. Właściwie sama nie wiedziała, gdzie zabierze ją król. Avaresh wyszedł zaraz po niej i kiedy zauważył Tytanię kierującą się na południe, podszedł do niej i delikatnie dotknął ją pyskiem, jakby chciał zmienić kierunek jej marszu.
Wadera szybko zrozumiała, co jej władca miał na myśli, więc zmieniła kierunek. Zaczęli biec wolnym truchtem, nie odzywając się do siebie. Tytania nie była typem osoby wygadanej a jej król.. był raczej zagadką. Zamyślony wpatrywał się cały czas w ścieżkę, którą przemierzali wraz z waderą. Tytania chciała się zapytać, dokąd zmierzają, ale nie znalazła w sobie odwagi, żeby otworzyć pysk. Odkąd dokładniej go przejrzała nie miała odwagi się odezwać, co raczej nie było podobne do wadery.
- Ekhem.. Piękna pogoda. – zaczął basior uśmiechając się do wadery.
- Tak. Zaiste. – powiedziała Tytania jakby od niechcenia.
Dla Tytani bieg dłużył się niemiłosiernie. Tak naprawdę chciałaby już powiedzieć mu o wszystkim, jednak wolała już zaczekać. W dogodnym miejscu o wiele lepiej jest się zwierzać.
Nagle oba wilki przystanęły. Avaresh nastawił uszu. Sierść Tytani stanęła dęba. Oboje wyczuwali obecność nieznajomych istot. Zapach zgnilizny uderzył w nos wadery. Nagle usłyszała okrzyki. Zza drzew wybiegli nagle wojownicy, ubrani w grube pancerze, trzymający w rękach miecze i sieci. Odruchowo wadera skoczyła na pierwszego z nich, przegryzając odsłoniętą szyję nieprzyjaciela.
Biały wilk również zareagował na niespodziewany atak. Zabijał wojowników, jednego po drugim. Tytania radziła sobie w boju zdecydowanie słabiej. Nie była w końcu tak świetnym wojownikiem. Poza tym nieznajomi ludzie otoczyli ją z każdej strony, a ona nie dałaby im wszystkim radę.
O ile dobrze Tytania zdołała policzyć, nieprzyjaciół było ponad trzydzieści. Poczuła na skórze dotyk jakiegoś żelastwa. Odwróciła się i została na nią narzucona metalowa sieć. „Czyż jestem rybą, że mnie łowią?” – warknęła do siebie Tytania i szarpiąc się próbowała zrzucić z siebie ciężkie żelastwo, co jednak wcale nie pomagało.
Właściwie to im mocniej się szarpała, tym bardziej łańcuchy z których zrobiona była sieć oplatały się wokół niej uniemożliwiając waderze ruch. Poczuła na szyi ostrze, a potem jeden z nieznajomych warknął w stronę walczącego wilkołaka.
- Jeżeli tej nie chcesz, żebyśmy uszkodzili tą suczkę, to radzę ci się poddać.
Basior stanął w bezruchu. Wpatrywał się w Tytanię niespokojnym wzrokiem. Wadera pokazywała mu, żeby odpuścił i dalej walczył, a ją skazał na śmierć. Król był jednak zbyt dobry, by skazać waderę na śmierć. Nie miał więc wyjścia. I tak wojownicy nie znali prawdopodobnie jego tożsamości. Avaresh usiadł na ziemi i pozwolił, aby nieznajomi związali jego.
Na ten widok skrępowanego władcy Tytania wściekła się jeszcze bardziej. Zaczęła się z całej siły szarpać i gryźć łańcuchy, czując, jak ich ciężar jeszcze bardziej ją przygniata. Mimo wszystko napastnicy byli zszokowani jej reakcją. Postanowili uciszyć waderę w dość brutalny sposób. Ktoś złapał ją za pysk i wyciągnął nóż, po czym wbił go w bark wadery. Tytania zaskowyczała z bólu. Czuła, jak ostrze przecina jej skórę. Zaczęła się szarpać jeszcze intensywniej niż wcześniej. Swoją ranną łapą ugodziła napastnika, a ten wściekły na uwięzione zwierzę, jednym, szybkim ruchem odciął jej ważną część ciała. Prawą przednią łapę.
Tytania nigdy w życiu nie czuła bardziej potwornego bólu. Przestała się szarpać i cierpliwie czekała na to, aż się wykrwawi. Nie miała siły walczyć i w dodatku gryzło ją to, że przez swoją głupotę pozbawiła króla wolności, a może nawet życia.
Avaresh widząc powoli umierającą Tytanię również zaczął się szarpać.
<Avaresh? Dałam dupy, aczkolwiek kocham to opowiadanie xd>

sobota, 18 lutego 2017

EVENT Od Tytanii - "Więzień"

Odnaleźć kogoś? A właściwie - uwolnić? Ponoć były to informacje z dobrze znanego źródła. Co zarobić? Tytania postanowiła się zdecydować na tą ryzykowaną misję. To działo się dla niej zbyt szybko - wizyta John'a u niej, potem spotkanie i wyruszenie na ryzykowną misję.
Nie miała nawet czasu na porządne spakowanie się. Musiała wyruszać w tej chwili i zabrała ze sobą tylko kilka sucharów, wodę oraz broń. Co gorsza - król przydzielił jej do misji brata dziewczyny, Vipera. Wadera nie uważała go za czarną owcę, jednak była pewna, że prędzej coś spieprzy, niż zdoła jej pomóc w trudnej misji. Biedny posłaniec króla nie wracał już dobre kilkanaście dni a zwiadowcy ponoć zaklinali się, że widzieli go w klatce niedaleko jakiegoś budynku miasteczka przejętego przez harpie.
Podobno mieli tam naprawdę wiele straży, dlatego król wolał nie ryzykować życia kolejnego wilkołaka, dlatego właśnie przydzielił jej Vipera, jako rzekomego "ochroniarza".
Kiedy dziewczyna wyszła z zamku chłopak już na nią czekał, bawiąc się sztyletem. Wyglądał na lekko zdenerwowanego.
- Myślałem, że zatrzymał cię na jakąś randkę, czy coś. - mruknął jakby od niechcenia.
Kobieta tylko przewróciła oczami i spojrzała na chłopaka lekko poirytowana. Mierzyła go spojrzeniem tak, jakby był to ktoś obcy. Po chwili, bez żadnych wstępów wzięła sakiewkę i rzuciła bratu.
- Wypchaj się tym sucharem, bo jesteś markotny jakbyś był bez śniadania.
Brązowowłosy spojrzał zdezorientowany na sakiewkę i dopiero po chwili zauważył, że dziewczyna przeszła już kilka metrów i nawet nie odwracała się w stronę chłopaka.
- Ej! Czekaj! - zawołał Dixon. - Polecimy, będzie szybciej!
- Ja tam jednak wolę sprawdzony bieg. - mruknęła dziewczyna po czym przemieniła się w wilka i zniknęła za pobliskim murem. (...)
Tytania nie oglądała się za siebie, ale słyszała łamane gałązki za sobą i była pewna, że jej brat pędzi za nią. Był od niej o wiele szybszy, jednaki z niewiadomego powodu nie wyprzedzał dziewczyny. Wadera przyśpieszyła.
- Gapisz się na moją dupę, że tak wolno biegniesz? - zaśmiała się.
- Chciałabyś.
Basior po chwili zdecydowanie przyśpieszył i był już o kilka metrów przed waderą. Tytania nie miała już za bardzo siły, więc zwolniła. Widząc to Viper również zwolnił i po chwili oboje przeszli do spokojnego truchtu. (...)
Po kilku minutach zdecydowali o postoju. Miasto było już niedaleko, jednak musieli być wypoczęci, aby uwolnić więźnia, dlatego zdecydowali się na postój. Cortez ukrywała ten fakt, ale była z tego powodu zadowolona. Usiadła pod drzewem wpatrując się w rozpalone przez brata ognisko.
Z cienia nagle wyszedł czarno-biały skrzydlaty wilk trzymając w pysku martwego zająca. Zaczął go jeść ignorując siedzącą pod drzewem waderę. Tytania mogła chwilowo zadowolić się tylko sucharami, jednak przyzwyczajona była do gorszych warunków.
Zamknęła oczy i próbowała się zdrzemnąć, jednak kiedy zasnęła, pohukiwanie sowy wyrwało ją ze snu. Jej brat wpatrywał się w ognisko i nucił pod nosem jakąś melodię.
- Śpij, popilnuję.
Cortez skinęła głową i znowu zamknęła oczy oddając się objęciom morfeusza. Po chwili usłyszała hałas, jakby coś spadło na ziemię. Szybko wstała i zaczęła się rozglądać. Ognisko było zgaszone a na ziemi leżała martwa kobieta ze skrzydłami zamiast rąk. Harpia.
Głowę miała odciętą od reszty ciała. Vipera nigdzie nie było. Wilczyca zamieniła się na powrót w kobietę i zaczęła się rozglądać cicho powtarzając imię chłopaka.
- Znaleźli nas. - powiedział wyłaniający się nagle z cienia chłopak. - Ta nas zauważyła i cicho podleciała. Musimy wyruszać, zanim też reszta się tu zjawi.
Cortez nie mogła się z nim kłócić. Wyrzuciła wraz z Viperem ciało harpii do jakiegoś rowu i przykryła liśćmi. Głowy nie znalazła, więc dała sobie spokój.
Tym razem zamiast biec zdecydowała się na lot, pod warunkiem, że chłopak nie wzbije się zbyt wysoko w górę. Wsiadła na grzbiet swojego brata, który po chwili był już w powietrzu. (...)
Miasto dosłownie było już w ruinie. Widać jednak było sporą ilość strażników harpii krążących nad najwyższym wieżowcem. To właśnie pod nim był przetrzymywany więzień. Tytania zmieniła się w waderę po czym zaczęła się rozglądać.
- To moja misja. Ty tutaj zostań. - rozkazała.
Chłopak już chciał zacząć protestować, jednak w ostatniej chwili ugryzł się w język i skinął tylko potulnie głową na znak, że zrozumiał przekaz. Nie miał ochoty zostawać sam, jednak jeżeli złapią Tytanię on będzie mógł pobiec po pomoc. O ile i jego nie złapią.
Wadera rozglądając się dookoła wybiegła nagle zza krzaków w których wcześniej się chowała. Była niemal pewna, że zostanie zauważona. Nagle usłyszała krzyki jej brata.
- EJ! WY! KURY! - basior podniósł głos, harpie szybko zareagowały i poleciały w jego stronę. - NO CO PTASZYSKA, SZUKACIE DARMOWEGO WPIERD*OLU?!
Tytania wiedziała, że było to celowe odciągnięcie uwagi. Postanowiła chwilowo zapomnieć o swoim bracie i skupić się na misji którą miała do wykonania. Zaczęła biec i przedostała się do miasta. Skierowała sie w stronę wieży. Widząc klatkę przyśpieszyła.
Nie zdążyła wyhamować i uderzyła nosem o jeden z metalowych prętów. Zobaczyła więźnia i potrąciła go łapą.
- Ej, obudź się.
Wadera otworzyła klatkę i weszła do niej, po czym zdała sobie sprawę, że więzień był już od dłuższego czasu martwy. Pozostały po nim jedynie ubrania. Nie posiadał skóry ani mięsa. Był to szkielet.
- To pułapka. - syknęła i wybiegła z klatki.
Więzień był już od dawna martwy, a harpie tylko czekały, aż król przyśle im "darmowe chodzące mięso". Nagle waderze zrobiło się niedobrze na samą myśl o tym, że mogła zostać zjedzona. I że jej brat mógł. Właśnie, Viper.
Nemezis zdała sobie sprawę, że jej brat nie poradzi sobie sam z tyloma wyszkolonymi harpiami. Musiała mu jakoś pomóc. Wybiegła z miasta i schowała się za krzakami. Po chwili harpie wróciły na swoje stanowiska i zaczęły ponownie krążyć. Żadna z nich nie ciągnęła Vipera. Czyżby chłopak uciekł?
- Szukasz mnie?
Tytania omal nie podskoczyła na głos brata.
- Jakim jesteś idiotą. - syknęła. - Jakim cudem uciekłeś?
- Węża harpie raczej by nie zjadły. Zgubiłem ich i przemieniłem się w tego gada a one jak głupie uganiały się za mną po czym postanowiły zrezygnować. Nasz król wiedział, kogo posłał do obrony ciebie.
Cortez tylko pokręciła głową i wraz z bratem wycofała się. Musiała zdać relację z całej tej przygody królowi.

niedziela, 12 lutego 2017

EVENT Od Tytanii - "Magiczny Kamień"

Wadera zrozumiała przekaz. Skłoniła się jedynie i wyszła z pałacu króla jednorożców. Nie mogła zrobić nic innego, jak tylko przyjąć tą misję. Od tygodni właściwie nie działo się nic ciekawego i miała wrażenie, że nawet Imperium ostatnio zaprzestało swoich ataków.
Odnaleźć kamień..tak cenny dla jednorożców.. Tytania musiała przyznać, że poparcie i tego króla mogło jej się przydać, a otrzymana od niego nagroda miała sporą wartość.
Wilczyca rozciągnęła się leniwie i rozejrzała dookoła aby sprawdzić, czy nikt nie podsłuchiwał ich rozmowy. Jedynie nieliczne jednorożce wiedziały o całym tym przedsięwzięciu.
Oprócz nagrody coś jeszcze zainteresowało Cortez. A był to sam przedmiot, który musiała odszukać. Jak wielką ma moc? Czy aby na pewno go rozpozna? Kto go ukradł i w jakim celu? Jeżeli jednak faktycznie jest tak cenny jak mówią, to na pewno wiele ludzi marzyło o jego posiadaniu.
Może nawet nie tylko ludzi...
Gdzie należało zacząć poszukiwania - to był chyba największy kłopot naszej podróżniczki. Zero informacji. Nawet nie wiedziała, czy ukradł go ktoś z Imperium, Przymierza czy Neutralny? Tak. Nawet ktoś z jej stronnictwa mógł połasić się na klejnot. Pierwsze co jej przyszło na myśl - niedźwiedzie. Ale dlaczego one?! Mógłby być to też ktoś, kto działał sam.
Oszukany przez los żołnierz, którego wywalili dyscyplinarnie, a ten szukając władzy i bogactwa wpadł na pomysł zwinięcia diamentu? Zaraz! Przecież klejnot był dobrze strzeżony, więc nie mógł to być pierwszy lepszy żołnierz z brzegu.
Tytania miała już kompletny mętlik w głowie. Postanowiła więc chwilowo się tym nie zajmować i pojechać do kowala kupić broń? Dziewczyna wolała sama coś sobie wytworzyć, ale chwilowo nie miała materiałów, które były o wiele droższe niż zwykła broń. Kto wie, może rozwiązanie problemu jednorożców samo przyjdzie jej do głowy? (...)

- Piwo. - powiedziała surowo dziewczyna wręczając mężczyźnie za ladą kilka monet. - I informację.
Gruby, łysiejący i brodaty mężczyzna odwrócił się zdziwiony, aby wziąć kufel za którego zapłaciła jego klientka.
- Normalnie u nas żadna kobieta nie kupuje tak cennych rzeczy. - właściciel uśmiechnął się krzywo i pokazał Tytanii rękę pokrytą obrzydliwymi bliznami - To kosztuje o wiele więcej, niż ci się może wydawać.
Brązowowłosa poirytowana wyciągnęła sztylet i zaczęła się nim bawić na ladzie, udając, że się zastanawia. W rzeczywistości jednak bacznie obserwowała grubasa, który nie przestawał się uśmiechać.
- Jestem tu z rozkazu króla. - powiedziała wymijająco.
Poniekąd była to prawda, bo król kazał jej zdobyć klejnot, który z kolei musiała zdobyć z informacji otrzymanymi od różnych ludzi. Jednaki nie wspomniała, o którym mówiła królu.
Nieznajomy zakaszlał i wręczył dziewczynie ćwierć tego, co dała mu za piwo.
- Ekhem..to kufel i informacje na koszt firmy. Co panienka chce wiedzieć?
Tytania dobrze wiedziała, że dała mężczyźnie więcej, jednak i tak zapłaciła mniej niż inni klienci. Poprawiła opadającą na oko grzywkę i warknęła przez zęby:
- Czy nie słyszałeś może o jakiś..dziwnych zjawiskach? - kobieta była pewna, że kamień mógł wywołać różne nietypowe magiczne efekty.
- Co masz na myśli? - właściciel karczmy zapytał jakby od niechcenia.
- Wybuchy, podejrzane epidemia, zmutowane stworzenia posługujące się magią...
- Mutantów tutaj to mam na co dzień, ale owszem, o wybuchu słyszałem.
Łysy mężczyzna przybliżył się trochę do dziewczyny, aby tylko ona mogła usłyszeć ważną informację. Tytania była coraz bardziej ciekawa.
- Pewien rolnik, mieszkający na polu niedaleko stąd, ponoć oszalał, gdyż wysadził w powietrze całą swoją chatę wraz z synami i żoną! Nikt nie wie, co to było za zjawisko, jednak to nie była typowa dla tych terenów magia. Mój znajomy kojarzył faceta. On nie był po stronie Imperium ani Przymierza. Po prostu zwykły, obłąkany rolnik szukający szczęścia w polu. Ponoć ten wybuch odczuły też jego zwierzęta, a moja siostra widziała martwą krowę, którą dosłownie rozerwało! Wszędzie flaki, i tylko głowa cała! Co ciekawe - głowa świeciła!
Tytania tylko skinęła głową i opróżniła szybko cały kufel, po czym wyszła bez słowa z karczmy. Nawet nie zauważyła, że przyglądał się jej z zaciekawieniem dziewiętnastoletni brązowowłosy chłopak, który, kiedy tylko Nemezis wyszła, od razu za nią popędził. (...)

Kobieta dotarła w końcu na pole. Drogę wskazał jej wędrowny kupiec, oczywiście za "małą" opłatą. Zboże świeciło, a po drodze, tak jak opowiadał karczmarz, natrafiła na truchła zwierząt. Wszystkie miały nietypowe kolory i świeciły, a część z nich wygląda jakby wybuch rozsadził je od środka. Tego już nawet nie można było nazwać trupami.
Chata jednak wyglądała całkiem normalnie. Był to mały domek, zbudowany z ciemnego drewna. Mógł na oko pomieścić w środku pięć osób.
Kobieta zaczynała mieć wątpliwości, czy aby na pewno kamień mógł uczynić tak wielkie szkody. Magia jednorożców nie wydawała się z pozoru tak niebezpieczna. Musiała jednak chociaż sprawdzić, czy to aby prawda.
Zrobiła kilka kroków i już miała zapukać do drzwi, kiedy jakaś niewidzialna siła odepchnęła ją na bok. Kobieta szybko wyciągnęła nóż i rozejrzała się. Ogarnęło ją zdziwienie, kiedy napastnikiem okazał się na oko dziewiętnastoletnie chłopak. Dobrze zbudowany, z łukiem w ręce.
- Chyba ci odje*ało. - zaśmiał się nieznajomy i poprawił grzywkę. - Słyszałem rozmowę twoją i tego dryblasa. Zbyt krucha jesteś na to. Pozwól sobie pomóc, bo ten pacan zaraz skoczy na ciebie z siekierą.
- No chyba wiem, na co się piszę. Mam misję i nie zamierzam pozwolić, aby jakiś kurdupel..
- Jesteś ode mnie tylko trochę starsza! - przerwał jej nieznajomy. - Ale może dosyć tych czułości. Viper jestem.
- Czekaj - Tytania otworzyła szeroko oczy i jeszcze raz przyjrzała się niby nieznajomemu -.Dix...
Kobieta nie zdążyła dokończyć wypowiedzi. W tej samej chwili usłyszała szaleńczy śmiech. Wstała i przygotowała broń, po czym kopniakiem otworzyła drzwi do chaty.
Zgodnie z przewidywaniami Vipera ktoś skoczył na dziewczynę zaraz po tym, jak otworzyła wejście. Chłopak jednak zablokował cios skierowany na dziewczynę swoim mieczem. Nieznajomy miał w dłoni siekierę, poplamioną krwią. W jednej ręce trzymał kamień, wielkości kurzego jajka.
- Moje! PRECZ! - wrzasnął nieznajomy próbując uderzył chłopaka.
Viper jednak zwinnie unikał jego ciosów siekierą. W tym samym czasie Tytania zdołała dokonać przemiany w wilka i skoczyła na nieznajomego przegryzając jego tchawicę. Biedny rolnik padł martwy, a kamień, który doprowadził go do szaleństwa wypadł truposzowi z ręki.
Tytania chwyciła małą błyskotkę do ręki ostrożnie, po czym podstawiła ją pod światło. Była pewna, że będzie on o wiele większy i że będzie to kryształ. Tymczasem charakterystyczna była tylko jasnofioletowa barwa kamienia. Kamień zaczął wibrować w jej dłoni, a Tytania zaczęła słyszeć głosy.
~Już jesteś martwa. Nie widzisz, że to wszystko jest kłamstwem? Godark tylko udaje dobrego władcę, a tak naprawdę cię wykorzystuje. Zemścij się! Chcesz zająć jego miejsce, wiem to..
Kobieta była jak zahipnotyzowała. Skupiła całą swoją uwagę na kamieniu. Nie potrafiła oderwać wzroku, ale i również zaprzeczyć.
~Moja moc jest potężna i dostrzegła w tobie cień, ale i zdolności przywódcze. Pozwól mi przejąć kontrolę, a zobaczysz, co to władza. Już nigdy nikomu nie będziesz musiała się kłaniać.
Tytania przerażona rzuciła kamień i skuliła się. Nie była w stanie wstać. Była tym wszystkim za bardzo przejęta. Kamyczek miał rację, ona za bardzo żąda potęgi i władzy..
- Proszę..ty zanieś kamień Królowi Jednorożców.. on źle na mnie działa..
- Właśnie widzę..siostrzyczko. - powiedział czule chłopak i przytulił się do kobiety. - Ale za nic w świecie nie powinienem brać nagrody, która należy się tobie. Ja tylko ukatrupiłem tego dupka, a jeżeli nie chcesz, nie będziesz niosła kamienia. Ja to zrobię.
Kiedy tylko chłopak chwycił do ręki kamień, ten zmienił barwę z ciemnego fioletu na biały ze złotymi kropkami. Viper pomógł wstać kobiecie a ona tylko się w niego wtuliła.
- Byłam pewna, że nie żyjesz. - powiedziała cicho.
Brązowowłosy lekko odciągnął swoją siostrę i zapakował kamień do jednej z sakiewek. Byli gotowi oddać zgubę. (...)

EVENT Od Tytanii - "Kryształ"

Raz do roku organizowane było święto, na które mieli przybyć wszystkie koty. W centrum miasta znajdował się kryształ, który Tytania musiała pilnować, gdyż zlecił jej to władca.
Była to szansa na polepszenie stosunków z kotowatymi, więc wadera nie miała tutaj wiele do mówienia. Zgodnie z prośbą władcy udała się do królestwa kotowatych. Szybko otrzymała niezbędny do nocnego czuwania ekwipunek. Miecz, kuszę, zbroję specjalnie przygotowaną na jej wilcze ciało oraz jedzenie i wodę.
Wadera była niemal pewna, że cholernie będzie się nudzić. Zazwyczaj święto przebiegało bez przeszkód, a doba mijała spokojnie. Zgodnie z rozkazem stanęła dwa metry od kryształu, wraz ze skrzydlatym wilkiem, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy.
Miasto dosłownie..świeciło. Ceremonia miała charakter raczej wesoły, przez co wszędzie dało się słyszeć wesołą muzykę oraz śmiechy. Dopiero pod koniec doby kotowaci mieli się uciszyć i udać pod kryształ, aby wyrecytować formułkę, dzięki której mają dostać nieśmiertelność.
Kwiaty i kryształy przyozdabiały mieszkania, przez co wszędzie dookoła było kolorowo. Niektórzy puszczali w górę lampiony, które Tytania obserwowała z dużym zaciekawieniem. Dopiero, gdy odpłynęła jej partner potrącił ją i warknął:
- Nie śpij! Jeszcze dwanaście godzin!
Wadera zdała sobie sprawę, co przed chwilą zrobiła i żeby zapomnieć na chwilę o uroczystości ugryzła kawałek kanapki przygotowanej przez jakiegoś kotowatego. Nie było dużo tego jedzenia, jednak wystarczająco na jedną dobę.
- Jesteś wilkołakiem? - zapytała wadera, żeby przerwać irytującą ciszę.
- Tak. - warknął przez zęby nieznajomy i nie odzywał się już więcej.
Wadera nie chciała go do tego zmuszać. Obejrzała się za siebie i dostrzegła dwoje, dobrze napakowanych niedźwiedzi, strzegących kryształu o wiele bliżej. Tytania tylko westchnęła, a kiedy jeden ze strażników skierował na nią wzrok, ta szybko go odwróciła.
Nagle zapadła cisza. Kotowate przerwały zabawę i zgasiły wszystkie możliwe światła. Tytania ujrzała wyłaniającą się królową z lampionem w pysku. Szła dumnie w stronę kamienia. Wadera i jej towarzysz przesunęli się, aby wpuścić ją i jej poddanych. Dostrzegła kątem oka, że jeden z kotowatych okryty był jakąś czarną płachtą i nie pokazywał pyska.
Nemezis zrobiła się podejrzliwa i wbrew nakazowi odwróciła głowę, kiedy kocica zaczęła recytować formułkę, a właściwie nie tyle recytować, co śpiewać. Widziała kątem oka, jak dziwnie ubrana postać zbliża się niebezpiecznie do królowej a po chwili..wyciągnęła pazury.
Tytania bez zastanowienia skoczyła na nieznajomego przerywając ceremonię i zrzuciła z niego płachtę.
Stworzenie..zniknęło.
Królowa spojrzała ze zdziwieniem na Tytanię, która tylko ją przeprosiła i cofnęła się kilka kroków. Zajęła na powrót swoje stanowisko i przeczekała całą ceremonię, które przebiegła już bez większych problemów. (...)
- Zrobiłam z siebie totalną kretynkę! - warknęła Tytania odchodząc już od swojego stanowiska.
Wychodząc z miasta napotkała jednak sługę wielkiej kotowatej, który kazał jej się zatrzymać.
- Królowa ci..dziękuje. - powiedział nieśmiało ocelot. - Ktoś chciał zakłócić ceremonię, a ty go powstrzymałaś.
- Nie powstrzymałam, tylko przerwałam obrzęd. - powiedziała spokojnie Tytania oddalając się od sługi.
Kotowaty chciał pobiec za nią, ale zdał sobie sprawę, że wadera nie ma ochoty z nim dyskutować. Cofnął się więc i wrócił na posterunek do królowej. Tytania naprawdę dobrze się spisała, ale pewnie nadal nie była tego świadoma.
Wadera chciała już po prostu wrócić do domu, aby odpocząć po nieprzespanej nocy. (...)

sobota, 4 lutego 2017

Od Tytanii C.D Avaresh'a

Basior dał Tytanii czas na zastanowienie się, jednak wadera miała wrażenie, że trochę był on za krótki. Dziewczyna nie była pewna, czy powinna mówić pierwszemu lepszemu wszystko co wie na temat Imperium. W głowie zadawała sobie cały czas pytanie, jak on ją znalazł, skąd o niej wiedział i dlaczego mu zależało? Nie było możliwością, że przypadek zadecydował o czymś takim.
Nemezis wiedziała jednak, że została stworzona do wyższych celów niż tylko wieczne błąkanie się po lądzie i grabienie bogatych kupców, którzy i tak nie mieli nic interesującego do jedzenia. Może właśnie los dawał jej szansę? Może biały wilk pozwoli jej na polepszenie sytuacji? W końcu, jeżeli zna króla sytuacja wadery mogłaby ulec zmianie aż o 180 stopni.
Kobieta czuła się mocno zmieszana. Nie była pewna, czy może mu zaufać. Jeżeli ją wystawi? Od czasu ucieczki miała do czynienia tylko raz z wilkołakiem. I był to król, który pozwolił jej zostać na terenach. A właściwie nie tyle król, co jego posłaniec, przemawiający w jego imieniu.
O nic więcej nie prosiła władcy, a teraz miała okazję. Nieznajomy..czy wstawi się za nią w razie spotkania z władcą? Takie informacje dla wilkołaków będą czymś niezwykle ważnym. Na pewno będzie mogła je bardzo drogo sprzedać.
Zadecydowała więc, co ma robić. Udała się do miejsca spotkania, w którym czekał na nią basior.
- Zdecydowałam. - powiedziała chłodno, próbując w ten sposób dodać pewności siebie. - Ale nie ma nic za darmo. Informacje mogę sprzedać.
Biały basior spojrzał na nią jakby..z zaciekawieniem. Skinął głową i powiedział:
- Zobaczę, co mogę dla ciebie zrobić.
- Potrzebuje pilnie jakiegoś skrawka ziemi z domkiem, najlepiej w środku lasu, gdzie nikt nie będzie mi przeszkadzał. Skrawek nie musi być duży, ale dom musi być ze sprzętem do wytwarzania broni. Potrzebuję również żywności, przynajmniej na tę porę roku.
Basior skinął głową i już miał coś powiedzieć, ale wadera zdołała mu przerwać:
- Nasza umowa musi zostać zapisana na papierze, bez tego nic ci nie wyjawię.
Wilk z niebieskimi skrzydłami spojrzał na nią lekko zmieszany, po czym zapytał:
- Nie wystarczą ci moje słowa? Rozumiem, że możesz być trochę nieufna, jednak ja nie należę do twoich wrogów, a gdybym był kimś z Imperium prawdopodobnie nie prosiłbym cię o tak ważne informacje dotyczące słabych punktów we wrogim mojemu lu.. - wilk nagle przerwał swoją wypowiedź, lecz po chwili znowu zaczął mówić - moim braciom, królestwie. Poza tym wyjawiłem ci historię, o której mało kto wie.
- Muszę mieć pewność. Słowa są ulotne, a papier to papier. Nawet jeżeli dotrzymałbyś słowa, mógłbyś zapomnieć, a gdybym ci przypomniała uznałbyś mnie za wariatkę. W razie czego przekażę pismo królowi, jednak myślę, że nie będzie nam to takie potrzebne. On w końcu sam podpisze ten ważny dla mnie dokument, o ile pójdzie na moje warunki.
- Co masz na myśli? - wilk wyglądał na lekko zmieszanego.
- Wiem, kim jesteś, nie należę do tych głupiutkich waderek. - Tytania skłoniła się, chcąc oddać cześć swojemu władcy, w postaci białego wilka z niebieskimi skrzydłami. Sama nie wiedziała, dlaczego coś takiego przyszło jej do głowy - Zorientowałam się po pierwsze po twoich słowach, po drugie po tym, jak mnie znalazłeś i skąd o mnie wiedziałeś. Nie jestem istotą towarzyską i tylko król wiedziałby, że uciekłam z Imperium. Nie wiem, czy chciałeś wystawić mnie na jakąś próbę, czy zrobić coś innego. Może po prostu nie chciałeś, żebym skakała za tobą jak opętana, mówiła ci, jaki jesteś wspaniały, cudowny i słodki, a potem czyściła ci piórka? Spokojnie, posiadam do ciebie, wasza wysokość, szacunek, ale nienawidzę tanich podlizywaczy, którzy zrobią wszystko, aby ci udogodnić i będą za tobą łazili dosłownie wszędzie. O ile mnie za to nie powiesisz będę traktowała cię..jak osobę z nieco wyższym stażem. Z góry uprzedzam, że wiem, jak to jest być tak traktowanym i wiem, że jest to męczące. Wychowywałam się w bogatej rodzinie, gdzie służki cały czas za mną latały a ja wymykałam się z domu, żeby mieć święty spokój. Jeżeli uraziłam waszą wysokość moją wypowiedzią, to proszę o wybaczenie, jednak chciałam być po prostu szczera. - wadera mówiąc to zmieniła się w kobietę i wyciągnęła z jednej z sakiewek pomięty kawałek, na którym chciała, aby wilk podpisał kontrakt.
Była teraz pewna, że skoczyła na głęboką wodę i nie miała pojęcia, czy dopłynie do brzegu. Wielu władców zapewne wyrzuciłby ją z królestwa za takie zachowanie. A może się jednak myliła? Może tajemniczy nieznajomy faktycznie był tylko zwykłym wilkiem, lub posłańcem?
Biały wilk nie odzywał się. Spoglądał w górę, jakby rozmyślał nad tym, co przed chwilą powiedziała Tytania. Wadera zaczynała się już lekko denerwować. Wysunęła pazury i zaczęła nimi drapać podłoże, jakby chciała rozluźnić się w ten niecodzienny sposób. W razie czego nie zostało jej nic innego, jak tylko uciec. Ale czy da radę? I czy na pewno będzie musiała?
Oddech Tytani był coraz bardziej niespokojny. Nie chciała poganiać, jednak marzyła, żeby wreszcie się to skończyło. Może jednak za wysoko postawiła tą poprzeczkę? Za dużo wymagała?
W końcu biały wilk znowu spojrzał w oczy wadery. Ku jej zdziwieniu nawet nie był na nią wściekły.
<Avaresh? Wybacz długość, jednak nie wiedziałam, jaka będzie twoja reakcja. Muszę z tobą popisać, zanim się do końca wcielę w swoją rolę. Mam nadzieję, że cię nie zanudziłam/nie zrobiłam czegoś źle. Starałam się to rozwinąć. >

niedziela, 29 stycznia 2017

Od Tytanii Do Avaresha

Wilczyca splunęła na ziemię krwią, patrząc nienawistnie na swojego przeciwnika. Minotaur zaśmiał się i uderzył ją ponownie orężem, tym razem jednak z całej siły. Tytania nie zamierzała bawić się z nim w kotka i myszkę. Uskoczyła przed kolejnym ciosem. „Byk” warknął z wściekłości i uniósł po raz kolejny swój potężny młot. Tytania wrzasnęła z całej siły i jako pierwsza postanowiła tym razem zaatakować. Skoczyła i ugryzła przeciwnika w rękę. Stwór zaskowyczał z bólu i upuścił młot, który upadł dokładnie na stopę minotaura.
Zadowolona ze swojego czynu Tytania postanowiła się ulotnić stąd jak najszybciej, zanim wojownik przypomni sobie, że to ona była przyczyną tych nieszczęsnych wypadków.
- Jeszcze cię dorwę! - wrzasnął z całej siły, tak, aby jego uciekinier mógł to usłyszeć.
Zadowolona z siebie wadera zmieniła się na powrót w człowieka i poprawiła grzywkę, która zasłaniała jedno z jej złotych oczu. Dziewczyna ledwo chwiała się na nogach po tym całym pościgu i walce z mocno rozwścieczonymi minotaruami, którym właśnie zabrała posiłek. Tylko jeden przeżył, jednak kobieta nie zamierzała i jego zabijać. Była zbyt wycieńczona, a pieczeń z dzika nie wystarczyła na poprawę nastroju. Na uzupełnienie zasobu energii tym bardziej, a chwilowo Cortez nie posiadała przy sobie żadnego przedmiotu, z którego mogłaby skorzystać jako źródło energii. Żałowała, że dawno nie wytworzyła sobie przedmiotu, z którego mogłaby teraz skorzystać.
- No..od dzisiaj Tytanio robisz sobie więcej takich gadżetów. – warknęła przez zęby do siebie dziewczyna i przyłożyła rękę do krwawiącego nosa. – Zajebiście.
Urazy i kolejne rany to było coś, czego szczerze nienawidziła młoda wilczyca. Na szczęście miała ze sobą koronkową chusteczkę otrzymaną od pewnego wędrowca należącego do przymierza, który wspomógł ją trochę, jeżeli chodzi o zasoby. Szkoda tylko, że szybko cały ekwipunek zmarnowała (było to głównie pożywienie i woda) i pozostała jej tylko ta chusteczka. Oraz kilka pustych, niepotrzebnych toreb, które już dawno wyrzuciła.
Cortez usiadła na ziemi i oparła się o pień rosnącego na środku polany drzewa. Sama już nawet nie miała pojęcia, gdzie się znajdowała. G*wno ją to wszystko obchodziło. Chciała po prostu iść dalej i zdobyć coś, co pomogłoby jej przetrwać kilka najbliższych dni.
Oprócz krwawiącego nosa okropnie dokuczały jej również poobijane żebra. Najchętniej zostałaby tutaj na noc jednak dobrze wiedziała, że ktoś może ją napaść. I z pewnością nie byłby to zwykły dzik broniący młodych, ale pewnie kolejny, rozwścieczony minotaur. Lub coś o wiele gorszego. Smok? Możliwe, jednak czy ogromna bestia zwróciłaby uwagę na nieistotne truchło w postaci Tytanii Cortez?
Brązowowłosa podniosła się i stanęła niepewnie na nogach. Znowu przemieniła się w waderę i spokojnym krokiem, nie zdarzając na ból, zaczęła iść dumnie przed siebie. Znając życie znowu miała się w coś wpakować. I chciała mieć to już jak najszybciej za sobą. (…)
Łania właśnie przebiegła przez drogę prowadzącą do zamku. Do zamku? Na pewno akurat tam? Czy wadera znowu przypadkiem nie pomyliła się w swoich obliczeniach? Tytania już zamierzała rzucić się na bezbronną zwierzynę, kiedy zobaczyła w oddali światło, jakby bijące od…ognia. Usłyszała śpiew jakby pijanych mężczyzn, którzy dodatkowo okropnie się śmiali. Wadera zamknęła oczy i schroniła się za najbliższym drzewem, modląc się cicho w duchu, żeby żaden z nich nie chciał nagle iść na zwiady. Miała ochotę zasnąć. Gwiazdy świeciły już na niebie, zachęcając tym samym waderę do zamknięcia oczu. Ilekroć je widziała, tak właśnie miała ochotę zrobić. Gdyby wadera należała wciąż do Imperium, z chęcią podeszłaby do rozbitego obozu i ogrzała się przy ognisku. Jednak teraz należała do przymierza. Ciało zaczynało odmawiać jej posłuszeństwa. Zmęczenie wkrótce wzięło górę. Wadera położyła się i zwinęła w kłębek. Nagle się podniosła. To byłby najgłupszy ruch, jaki mogłaby zrobić. Niedaleko niej siedzieli wrogowie, a ona spałaby pod drzewem niczym lis w swojej ciepłej norze. Otworzyła szeroko oczy i zaczęła wpatrywać się w jeden punkt – księżyc. Miała nadzieję, że wpatrując się w jasny punkt na niebie szybko nie zaśnie. Myliła się jednak. Przyzwyczajona do życia w dziczy potrafiła bardzo łatwo zasnąć, nawet w takich warunkach. W końcu się poddała. Położyła się na ziemi i ugryzła z całej siły język. Znowu czuła się pobudzona, jednak tylko na chwilę.
Usłyszała kroki. Potrząsnęła głową i wstała. Widząc zdziwioną twarz mężczyzny, wpatrującego się w nią z otwartymi oczami, zamarła. Kątem oka widziała, że wykonał nieznaczny ruch ręką, jakby chciał się rozluźnić przed walką..albo jakby chciał po coś sięgnąć. Wadera warknęła tylko i rzuciła się na przybysza, gryząc go słabo w nogę. Słabo, ponieważ zwyczajnie nie miała siły, którą zmarnowała na wędrówce i walce ze wściekłymi minotaurami. Mężczyzna zaczął rzucać wulgaryzmami na prawo i lewo, a po chwili wyciągnął sztylet. Czarny cień pojawił się nagle za człowiekiem, który chyba nawet nie zauważył go. Już zamierzał uderzyć Tytanię, kiedy nieznajomy nagle padł martwy na ziemię. Bez głowy. Bestia, która skradała się za nim okazała się być dobrze zbudowanym niedźwiedziem.
- Z wami to tak jest. – parsknął „goryl” po czym ominął Tytanię szerokim łukiem.
Wadera słyszała już za sobą tylko jęki i wrzaski. Nieprzyjemne odgłosy walki przeraziły ją. Nie chciała się mieszać w sprawy niedźwiedzi, które, nie wiadomo skąd, wzięły się tutaj i zaatakowały obóz. Tytania szybko oddaliła się od pola walki. Chwilowy przypływ adrenaliny dał jej trochę sił się oddalić. Znalazła kryjówkę. Jaskinia, gdzieś w głębi lasu.
Wilczyca rozpaliła ogień i położyła się obok niego. Wreszcie mogła zasnąć. (…)
Otworzyła oczy. Słońce było już wysoko na niebie i dawało waderze jasny sygnał, że już grupo po jedenastej. Tytania przekręciła się tylko na drugi bok i zmieniła w kobietę. Przeciągnęła się i spojrzała na wylot jaskini. Zdziwiła się, kiedy ujrzała przed sobą białego wilka, zasłaniającego jej wyjście.
Dziewczyna poderwała się nagle z ziemi i wyciągnęła ręce do przodu, myśląc, że zwierzę zaraz zaatakuje.
- Masz szczęście, że nie jestem naga. – mruknęła i zaczęła się oddalać od przybysza. – Co tu właściwie robisz?
- Przechodzę sobie. – wilk, po głosie basior, zaczął niebezpiecznie zbliżać się do Tytanii.
Dziewczyna nagle odwróciła się i zaczęła uciekać w głąb jaskini. Skrzydlaty wilk zaczął coś do niej krzyczeć, jednak Tytania udawała, że nie słyszy. Biegła dalej przed siebie. Nie obchodziło ją to, że jest to inny wilkołak. Obecnie nie wiedziała, komu może ufać, a komu nie.
Poczuła nagle uderzenie i upadła na ziemię. Biały wilk złapał ją za nogę i przeciągnął kawałek dalej.
- Co ty…- mruknęła Tytania, ale zobaczyła, jak basior wskazał łapą na przód.
Dziewczyna przewróciła się i wstała. Podeszła tam kilka kroków i okazało się, że przed nią była wielka przepaść.
<To panie..ekhem..królu? Coś czuję, że będę ci teraz zatruwać tyłek swoimi wypocinami xp>

sobota, 7 stycznia 2017

Tytania Cortez

R a n g a: Szeregowy 1-szej klasy
W ł a ś c i c i e l: 
Fragonia

Szczęście ma wiele twarzy
dla każdego ukazuje się pod inną postacią
Jaki jest mój synonim szczęścia
Samotność, lub śmierć
http://pre07.deviantart.net/b16c/th/pre/f/2016/301/4/f/4fce059e1d378e4267b2088ce18e8c5e-damih5i.jpg
I m i ę: Jedno, jakże proste imię. Wcześniej nosiła inne, jednak przez odejście z Imperium zmuszona była je zmienić na swój stary pseudonim: Tytania.
N a z w i s k o: Ogólnie rzecz biorąc, to powinna nazywać się po braciszku - Dixon. Błąd. Zmieniła je, przez co wiele osób nie ma pojęcia, że wraz z Viperem są spokrewnieni. Teraz należy nazwać ją Cortez.
P s e u d o n i m: Nie ma potrzeby skracać imię "Tytania". Często wołają do niej Nemezis.
P ł e ć: Istota o jakże.. kobiecych kształtach. Ukończyła już pełnoletniość, więc spokojnie możesz mówić do niej per "pani".
T e r e n: Luna Del
R a s a:  Wilkołak czystej krwi, podobnie jak brat.
Zazdrość to choroba,
jednak dobrze wykorzystana stanowi śmiertelną broń
 i wspaniałą motywację
C h a r a k t e r: Tytania. Samo imię wskazuje pochodzi od słowa "tytan" - synowie Uranosa i Gai, strąceni do Tartaru za swoją brzydotę. Można również porównać ją do księżyca. Z początku wadera nosiła imię Tiffany, jednak, zaraz po jej odejściu z Imperium, zmieniła imię, aby kojarzyło się ono z jej żywiołem, mroku. Każdy wytykał to młodej Tytanii. Można ją opisać tylko jednym słowem: Mroczna. Jej zachowanie może wzbudzać wiele pytań, na których odpowiedź prawdopodobnie nigdy nie znajdziesz. Nie należy do osób towarzyskich, ale nie jest to też wcielona morderczyni z apetytem szakala, która skoczy na ciebie z siekierą, kiedy będziesz pijany, lub zacznie cię torturować słownie, kiedy inni również będą przeciw tobie. No, chyba, że będzie zmuszona. Można jednak powiedzieć, że jest często obojętna. Już dawno wyznaczyła sobie własną drogę, którą kroczy dumnie, niczym paw. Nie boi się upokorzenia, bo wierzy, że da sobie radę. Dla niej nie istnieją sytuacje bez wyjścia. Jej twarz pozostaje kamienną, bez względu na sytuację, w której się znajduje. Zwłaszcza, jeżeli nigdzie wokół niej nie ma osób znajomych. Rzadko kiedy zdoła się do kogoś przywiązać. Próbuje unikać głębszych znajomości, aby później nie cierpieć. Jej oczy pozostają cały czas otwarte. Kiedy chcesz porozumieć się z waderą, musisz uważnie obserwować jej wzrok, gdyż on najczęściej podpowiada, czego żąda Nemezis, lub co jej chodzi po głowie. Dużo osób ma ją za istotę sarkastyczną, bez serca i wiecznie wpatrzoną w siebie zołzę. W rzeczywistości jednak unika sporów, bo nie przepada za krzywdzeniem drugiej osoby. Owszem, ma cięty język. Mówi krótko i treściwie, a sarkastyczne uwagi rzuca tylko wtedy, kiedy jest naprawdę zdenerwowana, lub ma dość. Wbrew pozorom jest to istota mocno zazdrosna. Na każdą nowo poznaną postać rzuca złe światło. Nikt nie wie do końca, dlaczego. Potrafi być zazdrosna nawet o byle błahostkę i zazwyczaj osobę, którą sobie "upatrzyła na ofiarę", oczernia. Ocenia wilki po pozorach, przez to często potrafi się pomylić. Jej zdaniem osoby towarzyszące są zbędne. Woli pracować na własną rękę i nienawidzi otrzymywać jakąkolwiek pomoc. Sama czasem pomorze, ale niechętnie, lub jeżeli owa pomoc przyniesie też korzyść dla niej. Nigdy tak naprawdę nie wiesz, gdzie się pojawi, na ile, i po co. Nie należy do osób wygadanych. Cóż, nienawidzi się spowiadać. Chyba nikt zresztą tego nie lubi. W razie konieczności morduje bez większej afery, a jeżeli chce, zadaje potworny ból, choć zazwyczaj unika zadawania niepotrzebnego ciernienia drugiej osobie, gdyż, jak już było wcześniej wspomniane, nie jest osobą sadystyczną. Pomimo braku przywiązania do konkretnej osoby, jest jej wierna. Zawsze. Jeszcze nigdy nikogo nie zdradziła, chyba, że zaliczymy opuszczenie watahy, lub moment opętania. Łatwo potrafi wpaść w nieopanowaną furię. Kiedy jest naprawdę zła, oprócz uszczerbku na zdrowiu można dostać też uszczerbku psychicznego. Nie do końca panuje nad tym. Musi minąć sporo czasu, zanim zyska do kogoś zaufanie. Rzadko kiedy się otwiera. Jeżeli to zrobi, musisz mieć niewiarygodne szczęście. Staje się wtedy osobą mniej drętwą. Potrafi się uśmiechać, czasem z tobą pogada na różne tematy. Miłość? To temat raczej nie dla wilczycy. Nie szuka chłopaka, ale owszem: jest zauroczona. Nie przywiązuje się do wilków, no chyba, że faktycznie coś dla niej znaczysz. Potrafi się otworzyć tylko w obecności osoby, która ją rozumie. W tłumie bywa zimna. No i zgrywa twardzielkę. Udaje, że nie rusza ją praktycznie nic. Jest osobą bardzo mściwą, która nie zawsze potrafi wybaczyć cudze grzechy. Potrafi tropić swoją ofiarę, aby w końcu wykończyć ją w najbardziej okrutny sposób. Owszem, nie lubi zadawać cierpienia, ale za własne grzechy trzeba płacić, czyż nie tak? Właśnie od zemsty wziął się jeden z jej słynnych dotąd pseudonimów: NEMEZIS. Uwielbia, kiedy tak ją nazywają. Cieszy się chwilą. Jest realistką. W dodatku nienawidzi życia spokojnego i wiecznie wędruje, szukając nowych przygód. Nigdy nie narzeka na nadmiar obowiązków. Należy w końcu do osób zaradnych, które radzą sobie z najtrudniejszymi rzeczami. Nie ma więc sensu biadolić, bo to i tak w niczym ci nie pomoże. Różne kąśliwe uwagi z pozoru jedynie ignoruje. Z pozoru. Tak naprawdę bierze je sobie do serca i słowa często potrafią ją zranić. Nie jest typową płaczliwą dziewczynką, jaką była kiedyś. Należy teraz do osób twardych. Pocieszanie? Kogoś? To raczej nie robota dla niej, ale jeżeli będzie musiała, to postara się poprawić komuś nastrój. Nie jest typową śmieszką, jak inne wadery. Cóż, czesanie sobie sierści, ubieranie różnych kiecek...nie jest to robota dla niej. Pobrudzić sobie rączki? Nie zaszkodzi, a czasem nawet i może pomóc Poległej. No cóż, warto się czasem pobrudzić. Wziąć winę na siebie? To raczej nie w jej stylu. W razie potrzeby, dla dobra idei może się poświęcić, jednak jest to raczej mało prawdopodobne. Kłamstwem się nie posługuje. Jedynie co robi, to szerokim łukiem omija prawdę. Nie musi przecież o wszystkim mówić, jak na spowiedzi. Sztuka aktorstwa jest jej dobrze znana. Nawet za dobrze. Udawanie jest dla niej świetnym sposobem na uniknięcie problemów. Tym bardziej, że można na nie trafić praktycznie wszędzie. Kiedy za bardzo wciągnie się w walkę, nie ważne jaką, na twarzy można dostrzec jej sadystyczny, słynny uśmieszek. Uważa, że posiada swoją dumę i niektóre rzeczy lub zachowania, najlepiej omijać szerokim łukiem. Nie należy do osób tolerancyjnych zachowania typu bunt, czy głupawkę. Nie ma nic przeciwko innym stworzeniom, za to zachowaniom i owszem. Nie należy do osób skąpych, ponieważ ona bierze tylko tyle, ile potrzebuje na wyżywienie. Jest istotą bardzo inteligentną i pomysłową, oraz oczywiście kreatywną. W każdej chwili potrafi wymyślić jakiś dobry plan, a zaskoczyć waderę jest sztuką ogromną. Jej zdaniem, istoty inne są wyjątkowe, te lepsze, nawet, jeżeli ich wyjątkowość jest brana za ogromną wadę. A propo wad: one dodają uroku wilkom, więc po co je zwalczać? Życie bez nich byłoby nudne. Roth to też osoba , która nie lubi chwalić się wszystkim na prawo i lewo, ale nie posiada też i słabej samooceny, którą kiedyś posiadała. Wraz ze zmianą otoczenia zmienił się też jej charakter. Osoba stanowcza, która zawsze potrafi postawić na swoim. Cóż, uparta. I to mocno. Mało kto jest w stanie przemówić jej do rozumu. Nie boi się śmierci, a ciemność i strach uważa za swojego sprzymierzeńca. Nieustannie dąży do wybranego celu. Nie zbacza z drogi ,którą sobie już wcześniej wybrała, tak ma być i koniec. Ufa swoim zmysłom oraz swojemu instynktowi, który jej zdaniem jeszcze nigdy jej nie zawiódł. Jeżeli się do kogoś przywiąże, może stać się osobą troskliwą. Można powiedzieć, że nad wyraz. No i jest wtedy miła, zna się na żartach. Depresja jej przeszła, a czasem większe cierpienie, zagłusza cierpienia mniejsze. Chyba każdy się ze mną zgodzi.
Z m i a n y: Tytania ma jedną, bardzo charakterystyczną rzecz, która zmieniła się pod wpływem magii - jeżeli ta używa tej mistycznej energii, jej łapy (lub ręce - w zależności od formy, której używa) po prostu się spalają. Mimo, iż dziewczyna nie posiada czucia w rękach i gdybyś zranił ją mieczem, czy czymś innym ona by tego nie poczuła, to spalanie dłoni, kiedy używa magii jest dla niej bardzo bolesne. Dzieje się tak za każdym razem, kiedy używa jakiegokolwiek zaklęcia. W nocy skóra odrasta i na powrót pokrywa kości dziewczyny, podobnie jak żyły i mięśnie. Po spaleniu jej ręce..to po prostu szkielet. Poza tym - posiada w wilczej formie włosy, podobnie jak w ludzkiej, jednak w wilczej są w innym kolorze.
M o c e: 
  • Suroo - wadera, zamykając oczy, wytwarza na swoich łapach ogień. Niebieski ogień. Dodaje to dodatkowo siłę Tytanii. Potrafi również "odczepić" ogień od kończyn, dzięki czemu może nim cisnąć w przeciwnika. Pomimo swojej niezwykłej barwy, ogień nie ma żadnych właściwości. Jest to po prostu zwykły płomyk o niezwykłej barwie.
  • Wymuszenie - Tytania potrafi zmusić przeciwnika do użycia jednej z mocy na niewłaściwym celu (kiedy przeciwnik, załóżmy, chce w dziewczynę cisnąć swoją mocą, ta może odwrócić jej kierunek, dzięki czemu mag trafi w drzewo, zamiast niej). Dzięki temu przeciwnik niepotrzebnie się męczy.
  • Rozdarcie - dziewczyna potrafi umieścić kawałek swojej energii w dowolnym przedmiocie. Kiedy poczuje zmęczenie, będzie mogła z powrotem wyjąć energię z przedmiotu i dołożyć tym samym dodatkową energię sobie, lub swojemu towarzyszowi. Aby umieścić energię w przedmiocie, Tytania musi go najpierw sama stworzyć, lub wykuć. Przedmiot, zawierający energię Nemezis błyszczy się na niebiesko i otacza go magiczna aura. 
Nigdy nie należy mylić odwagi z pychą.
 Ludzie i wilki tak często popełniają ten banalny 
błąd..
S t a n o w i s k o: Egzorcystka/Samica Omega
W i e k:Tytania jest starsza od swojego brata, o dwa lata, ale jednak. Obecnie posiada na swoim koncie dwadzieścia jeden wiosen. Urodziła się trzeciego lipca.
C e c h y C h a r a k t e r y s t y c z n e: 
Tytania od zawsze była bardzo dobrą tancerką. Pracowała w kilku karczmach, zabawiając gości swoim tańcem, dopóki nie została zaciągnięta do wojska ojca zaraz po odejściu brata. To było niedopuszczalne, żeby kobieta walczyła, więc zmuszona była przebierać się za mężczyznę. Nie trwało to jednak zbyt długo, gdyż słudzy ojca domyślili się, kim tak naprawdę jest. Podobnie jak brat - jest dobra w walce, jednak woli posługiwać się dwoma, długimi mieczami, lub toporem obusiecznym, niż łukiem, nad którym wcale nie potrafi zapanować. Specjalizuje się raczej w technikach skrytobójczych, jednak i w otwartym boju potrafi sobie świetnie poradzić z przeciwnikiem. Nadawałaby się idealnie na szpiega, ponieważ potrafi świetnie udawać, oraz skradać się. Ma niezwykle wyczulony słuch w przeciwieństwie do brata, który ma sokole oko. Będąc jeszcze ośmiolatką zmuszona była do przywoływania mocy tak potężnych, że nie potrafiła wcale nad nimi zapanować, jednak teraz jest w stanie poradzić sobie z nadmiarem energii magicznej. Świetnie więc potrafi posługiwać się magią, czarną czy białą. Jest bardziej odporna na ból niż inne osoby. Nie posiada czucia w rękach, przez wielogodzinne treningi polegające na..uderzaniu żelaznych słupów. Posiada więc w dłoniach ogromną siłę, niepodobną do siły typowej kobiety. Jest rozciągliwa jak guma i zrobić dla niej jakąś trudną sztuczkę taką jak salto w powietrzu, czy coś podobnego to żaden problem. Jest bardzo dobrze wysportowana, jednak nie biega zbyt szybko. Potrafi się zwinnie wspinać i ma świetną orientację w terenie. Często prowadziła wiele wypraw wojennych. Poza walką i tańcem Tytania jest też bardzo dobra w zielarstwie, matematyce i liryce. Zacznijmy jednak od opisywania matematyki. Kiedy była mała ojciec słono płacił za jej lekcję. Tylko najzamożniejsi ludzie byli w stanie zapewnić swojemu potomstwo lekcje pisania, czytania i liczenia. Dziewczyna w pamięci potrafi obliczać najbardziej złożone równania, jakie tylko wymyślili w tej erze. Nie uważa osobiście liczenia za coś szczególnie godnego uwagi. Rzadko kiedy używa tej umiejętności, jednak nie ukrywa, że dzięki tej zdolności nikt nie będzie w stanie ją oszukać, jeżeli chodzi o rachunki. Prócz tego pasjonuje się pisaniem wierszy i wymyślaniu opowiadań. Jeżeli jednak chodzi o wiersze, to nie pokazuje ich nikomu. Wstydzi się tego i obawia się, że ta umiejętność może zostać wyśmiana przez inne wilkołaki. Jak każda dziewczyna, nauczona była sztuki szycia. Z czasem też nauczyła się wytwarzać drewniane przedmioty, takie jak maski, czy zabawki, a wkrótce, wpatrując się w kowali swojego ojca, nauczyła się wytwarzać broń. Co więcej - potrafi w niej zamieścić cząstkę swojej magii i energii. Nie jest to wbrew pozorom nic niezwykłego - każdy mag to potrafi. Nawet ten "wymuszony" jak ona. Ze względu, iż pasjonowała się też sztuką zielarstwa, była nazywana wiedźmą przez swoich współplemieńców. Uważa, że zielarstwo nie jest niczym złym, a czasem nawet pomaga. Nie wytwarza magicznych eliksirów, czy czegoś w tym stylu. Zdarzy jej się czasem zrobić lek na uspokojenie, coś na ból głowy, czy na poprawę kondycji. Sama wytwarza sobie w ten sposób różne tego typu "wspomagacze" i czasem daje je również innym wilkom. Nie jest zbyt zaawansowana w tej dziedzinie (a może po prostu jest skromna?). Naukę zielarstwa zaczęła trzy lata temu, a póki co nie zrobiła zbyt wielu postępów, mimo iż jest uparta jak osioł i nadal trzyma się tej sztuki.
R o z p o z n a w a l n o ś ć: Tytania ma jedną, charakterystyczną rzecz: złote oczy, odziedziczone po matce, zarówno w wilczej, jak i w ludzkiej formie. Masz wrażenie, że zostały one wykute ze złota, i kto raz tylko na nie spojrzał, nie może oderwać wzroku. W ludzkiej formie kobieta często chodzi z medalionem na szyi. W nim jest umieszczona pewna siła...mroczna siła. Nikt nie wie, co dokładnie i jak bardzo jest to potężne. Kiedy zdejmiesz medalion z szyi dziewczyny, ta prawdopodobnie cała się spali, gdyż jej ciało i umysł nie będą w stanie zapanować nad mocą dziewczyny.
W y g l ą d: Może zacznijmy od ludzkiej formy, gdyż ta była pierwsza. Tytania ma długie, falowane ciemnobrązowe włosy, sięgające jej do pośladków. Mimo, iż ścięła je kilka lat temu, te zdążyły szybko odrosnąć. Nie wygląda jak osoba z anoreksją. Żyła raczej w dobrobycie, dzięki czemu ma wagę odpowiednią. Mierzy dokładnie sto siedemdziesiąci dwa centymetry, co nie jest jakoś szczególnie wygórowaną wagą, jednak to dobrze. Czasem bycie wysokim jest naprawdę mało opłacalne. Piersi posiada odpowiednio zaokrąglone, jednak i one nie są jakoś szczególnie duże. Przy odrobinie szczęścia Tytania może je łatwo ukryć. Zazwyczaj chodzi we włosach związanych w wysoki kucyk. Oczy, jak było już chyba wcześniej wspomniane, ma koloru złotego. Sama cera Tytanii jest raczej blada, podobnie jak u brata, który rzadko kiedy wychodził na słońce. Nie posiada żadnych, charakterystycznych dla niej tatuaży. Często ubiera swoje czarne szaty, które były dla niej charakterystyczne kiedy była jeszcze w armii Imperium. Lekko obcisły strój, jednak podkreślający talię dziewczyny (i w sumie nie tylko talię). Posiada wachlarz długich, czarnych rzęs. Poza oczami tak naprawdę w dziewczynie nie ma nic wyróżniającego ją z tłumu, chyba, że widzisz ją podczas używania swoich magicznych zdolności, kiedy to jej ręce się spalają i widać już tylko kości. Nigdy nie chodzi w sukniah. Jej skóra jest gładka, bez żadnych niepotrzebnych włosków. Zęby ma białe jak parły.
W wilczej formie Tytania jest dosyć wysokim wilkiem, a gdyby stanęła na łapach, byłaby większa od wysokiego ogiera. Podobnie jak po przemianie w człowieka - nie wygląda jak anorektyczka. Jest po prostu szczupła. Jej sierść jest ciemnoszara, a kawałek pyska i podbrzusze - białe (na zdjęciu jest pokazana w blasku świateł). Jedynie jej grzywka ma kolor czarny, bez żadnych przebłysków. Praktycznie idealny, czarny kolor. Nie posiada ani skrzydeł, ani dodatkowych kończyn (chwała Bogu za to). Język, podobnie jak i pazury, ma złoty, jednak tylko kolor, gdyż posiadanie języka stworzonego z tak cennego kruszcu byłoby bardzo kłopotliwe. Wokół oczu Nemezis posiada tak zwane przez nią "pierścienie" które, podobnie jak grzywka, są koloru idealnie czarnego. Często wiele wilków myśli przez to, że Tytania jest wiecznie niewyspana (ona sama nawet nie wie, dlaczego tak uważają). Ogon Tytanii jest raczej krótki, przypominający skrócony psi. Ma zaledwie dziesięć centymetrów. Kły nie są szerokie, jednak bardzo długie, przypominające te wampirze. W grzywkę często wpina różne błyskotki, typu koraliki, piórka, lub łapacze snów (ona po prostu kocha ten motyw). Amulet, który chroni ją przed spalaniem jest ukryty w jednej z jej toreb. Zazwyczaj możesz ją znaleźć z kilkoma takimi pakunkami. Sierść Tytanii nie jest jakoś szczególnie gruba, jednak jest lśniąca i miękka.
O r i e n t a c j a:  temat, którego Tytania wolałaby unikać. Podobnie jak ojciec jest panseksualistką i raczej nie ma czym się pochwalić. Zataiła ten fakt przez bratem, który nadal uważa ją za heteroseksualną. Wiele razy poczuła pociąg seksualny do...osób śpiących. Boi się, że tak jak ojciec jest nekrofilem.
Z a u r o c z e n i e: To nie jest ważne. Ona unika każdego. Nie poczuła zbliżenia do nikogo. Może i ma orientacje jaką ma, ale nie oznacza to, że jak inne wadery jest romantyczką. Nie od razu Kraków zbudowano i nie od razu musi się mieć partnera w nowej watasze. Lub partnerkę, jak kto woli. Nie wtrąca się w sprawy sercowe, a gdyby się zauroczyła, prawdopodobnie unikałaby obiektu swoich westchnień i próbowała wmówić, że on/ona jej się wcale nie podoba.
H i s t o r i a: Tytania urodziła się jako zwykłe szczenię, nieposiadające żadnej mocy. Dodatkowo rodzice zamienili ją w człowieka, pod wpływem magii i zabrali jej wszystkie wspomnienia, związane z wilczym życiem. Stała się po prostu zwykłym człowiekiem, nie wilkołakiem - człowiekiem. Nie urodziła się z żadnymi mocami, co było pociechą dla rodziców, którzy chcieli upodobnić się do ludzi. Pomimo iż była starsza, to brat był bardziej ceniony w rodzinie, w dodatku miał w przyszłości odziedziczyć wiele po ojcu. Zadaniem Tytanii było tak naprawdę wziąć ślub z zamożnym mężczyznom, o piętnaście lat od niej starszym, który miał zapewnić dostatek rodzinie. Ślub dziewczyna miała wziąć w wieku trzynastu lat, jednak mężczyzna, z którym miała się ożenić, niespodziewanie zmarł. Całymi dniami Tytania przesiadywała w domu, zazdroszcząc bratu umiejętności magicznych, którymi chwalił się Viper za pomocą kart (patrz. Viper Dixon - Historia). Nie okazywała tego zbyt mocno, jednak irytowała ją ta nierówność pomiędzy kobietami a mężczyznami. Całymi dniami dziewczyna przesiadywała jedynie w domu, ucząc się tkactwa, oraz tańca. Mając dość tego nudnego życia, w wieku piętnastu lat dziewczyna okłamując matkę, że wyjeżdża do miasta, ścięła włosy, założyła maskę i zaciągnęła się do armii. Udawanie mężczyzny nie sprawiało jej wcale jakiejś specjalnej trudności. Szybko odnalazła się w nowej rzeczywistości i zaczęła uczyć się sztuki walki. Do domu wracała, aby nie wzbudzać podejrzeń. Kłopoty zaczęły się, kiedy jeden z żołnierzy ojca rozpoznał w niej córkę swojego dowódcy. Było to po zniknięciu Vipera. Tytania została dostrzeżona przez swojego ojca, który zaczął podziwiać jej odwagę i styl walki. Postanowił ją nauczyć fachu i zaczął traktować na równi z innymi żołnierzami. Dopóki nie napadała go żądza, którą zaspokajał gwałcąc swoją córkę. Dodatkowo, ojciec chciał wymusić na dziewczynie umiejętności magiczne. Typowy śmiertelnik jednak nie miał możliwości zawładnięcia tak potężną energią. Dziewczyna została posłana na praktyki do pewnego wilkołaka, który wyjątkowo służył Imperium. Była to potężna czarodziejka, która miała za zadanie obudzić w Tytanii siłę magiczną. Rytuały doszczętnie zniszczyły dziewczynę. Wiele razy wracała obolała z treningów od wilczycy. Pewnego razu to wszystko poszło zdecydowanie za daleko. Dziewczyna przejęła część magii swojej mentorki, która omal nie spaliła jej całej. Jedynie ręce dziewczyny zaczęły płonąć żywym ogniem. W ostatniej chwili, dzięki interwencji najlepszych egzorcystów i medyków dziewczyna zdołała wrócić do siebie. Była jednak inna, przepełniona magią, a ilekroć jej używała, ręce okropnie płonęły. Kiedy jej mentorka wpadała w furię, przemieniała sie w wilka i gryzła dziewczynę w kark, za pomocą swoich wilczych kłów. Wiele ugryzień sprawiło, że zupełnie inna cześć magii dostała się do organizmu Nemezis. Szybko objawiła się u niej umiejętność przemiany w wilka. Mając tego wszystkiego dość, uciekła. I pojawiła się tutaj.
C i e k a w o s t k i:
  • Nienawidzi wilków sarkastycznych i egoistycznych. Nie toleruje również nieuzasadnionej krytyki skierowanej pod jej adres.
  • Wierzy w przeznaczenie.
  • Uwielbia rymować, jednak nie robi tego za często.
  • Nie ufa medykom. Leczy się sama, a jeżeli jest naprawdę źle, ze spuszczoną głową wyrusza do ich jaskini. No, chyba, że ktoś ją zaniesie.
  • Ma pecha do urazów. Nie zdziw się więc, że po pięciu minutach waszej znajomości znajdziesz waderę ze złamaną łapą, a po tygodniu półżywą.
  • Przez ostatnie pół roku była osobą cierpiącą na depresję, a jeszcze wcześniej dokuczało jej serce. Oba te schorzenia zostały wyleczone.
J a k o W i l k:
http://img00.deviantart.net/01ed/i/2016/288/d/2/play_with_magic_by_autlaw-dal1op6.png
O c e n a:3/0
G ł o s:
Intelekt: 120
Wytrzymałość:  65
Siła: 80
Zwinność: 20
Bonusy:    
Bonus regeneracji - szybsza regeneracja o 20%