Nowe życie... Być może nowi znajomi.
Zwiedzałam tereny nowej watahy uśmiechając się pod nosem.
Poczułam głód. W końcu nie jadłam nic od około dwóch dni.
Zakradałam się do jelenia. Wysokiego, ale dosyć grubiutkiego.
,,Czas na obiadek'' - pomyślałam i skoczyłam na ssaka.
Wbiłam swoje ostre kły w jego szyję rozrywając ją. Zaczęłam jeść.
Po zjedzeniu kontynuowałam zwiedzanie tych pięknych terenów.
Zobaczyłam jakiegoś wilka/ jakąś wilczycę.
Postanowiłam podejść i przywitać się.
-Witaj!
(ktokolwiek? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz