Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że on zrobi coś głupiego! W takim
stanie zamierzał wygrać? Wątpię. Raczej chciał tam zginąć. Ale co tam,
raz wilkowi śmierć! Ruszyliśmy za nim. Dzięki Rico, który jest wilkiem
wyobraźni staliśmy się zupełnie nie widzialni ani nie wyczuwalni na
żaden inny sposób. Z początku tylko obserwowaliśmy walkę, jednak Infil
zaczął przegrywać i widać było, że zaraz umrze. No cóż, ruszyliśmy do
ataku, ale na odległość. Z bliska nie mielibyśmy szans, nawet mimo
przewagi liczebnej. Dlatego atakowaliśmy z oddali. Rico wyczarował
armatę i naszpikowane kolcami kule. Strzelaliśmy w wilka, jednak rzadko
kiedy udawało nam się trafić. Niestety, on nas zauważył. Zawsze mogłabym
oślepić go zadymką, ale wtedy reszta też straci wzrok, a sama sobie nie
poradzę. Dlatego przysypałam wilka śniegiem. Cóż, przynajmniej
załatwiłam nam 10 sekund nim się wydostał. Po prostu roztopił biały
puch. Słabo to widzę... Amber posłała w jego kierunku wodną falę, jednak
woda się przed nim rozstąpiła! Nie no, coś tutaj najwyraźniej nie gra.
Nie musimy go pokonywać, wystarczy, że ucieknie... Ale co mamy zrobić,
żeby to się udało?! Lustro na pewno by go przeraziło, bo nie wygląda
najlepiej, ale to może nie zadziałać. Jest nam potrzebne coś wielkiego.
I... Chwila, to przecież jest diabeł... A diabły chyba boją się piękna.
Odwróciłam się do Rico, po czym powiedziałam.
- Potrzebujemy pięknego, wielkiego, złoconego, z diamentami, i
szafirowymi skrzydłami, najlepiej, żeby cały był z klejnotów, i niech
błyszczy, ale takim potężnym blaskiem, anioł.- Sama byłam zdziwiona tym
co mi właśnie przyszło do głowy. No ale cóż, może to pomoże? Warto
spróbować. Rico się skupił i zapatrzył w jeden punkt. Wyglądał na bardzo
zmęczonego, jednak po chwili pojawił się tam ogromny anioł. Był
ogromny, i na serio świecił. Diabeł przesłonił oczy łapą, jednak to
chyba nic nie dało, bo po chwili odwrócił się w stronę Infil'a i
wysyczał:
-Jeszcze się policzymy. Nie myśl sobie, że tak łatwo ci odpuszczę.
Następnym razem żywy z tego nie wyjdziesz.- I zniknął. Tak po prostu.
Natychmiast podbiegliśmy do Infil'a, który leżał bez ruchu na ziemi.
Zemdlał. Przetransportowaliśmy go do uzdrowicielki, która użyła na nim
kilku zaklęć i powiedziała, że trzeba czekać aż się obudzi. No to
czekaliśmy. Po kilku godzinach w końcu otworzył oczy. Rozejrzał się po
wszystkich zaskoczony, po czym powiedział:
- Gdzie ja jestem? Umarłem?- Teraz to przesadził. Przyszła lekarka i
powiedziała, że wszystko jest okey, tylko musi dużo odpoczywać i zostać
na obserwacji. Nie mówiła nic o tym, że nie wolno go denerwować. Kiedy
tylko odeszła, ja postanowiłam mu wszystko wygarnąć.
- Co ty sobie do stokrotki wyobrażasz?! Chcesz, żebym umarła na zawał?!
Najpierw przynoszą cię tutaj nieprzytomnego, w opłakanym stanie, i jak
myślisz, co ja miałam sobie pomyśleć?! Śpieszy ci się do grobu, czy
jak?! Nie no, ty naprawdę powinieneś zacząć myśleć nad tym co robisz! I
ja nie rozumiem, dlaczego ciągle wystawiasz się na jakieś
niebezpieczeństwa! Na serio, jesteś zbyt lekkomyślny! Z choinki się
urwałeś, czy jak?! Zachowałeś się jak skończony idiota! Nawet nie
pomyślałeś, że komuś może ciebie brakować! I nie chodzi mi tu o Rico.-
No, fajnie. Przynajmniej teraz byłam całkowicie spokojna. Wszyscy
patrzyli na mnie w szoku.
<Amber, Infil, Rico?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz